1 - tyle minut czytania

Próba wiarygodnego odwzorowania kogoś obcego jest… karkołomna. Prawdopodobieństwo powodzenia raczej niewielkie, za to ryzyko dopuszczenia się karykatury znaczne. A jednak zafascynowani rzekomymi efektami osiąganymi przez kogoś innego lecimy w to rozwiązanie. jak ćma do ognia. Będzie bolało.

Zresztą… po co… Dla jakich korzyści warto tak oszukiwać innych i siebie. To, czego nas rzekomo współczesność uczy, to tego, że liczy się autentyczność, a każda blaga zostanie wcześniej czy później odkryta. Im lepiej kłamiesz, im lepsze to daje efekty, tym bardziej jesteś na widoku, tym bardziej prawdopodobne jest, że ktoś Cię rozczyta.

To nie dotyczy tylko ludzi, to w nawet większym stopniu dotyczy firm, marek, produktów. Wszyscy nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy się o tym, że firma musi mieć swoją osobowość, musi mieć swoją historię, musi czymś porywać swoich klientów. No może i musi. Co prawda najpierw musi mieć produkt, który ludzie chcą kupować za cenę, którą ludzie są skłonni zapłacić, a potem może mieć historię. I dobrze by było, żeby miała swoją historię, a nie historię taką jak ktoś inny.

Wpis źródłowy: Pokusa bycia kimś innym