Bardzo dobre pytanie. Lubię takie. Trochę w moim stylu. Nawet bardzo w moim stylu, skoro sam je nie raz zadałem. Nawet publicznie. O tu je zadałem. Oczywiście, że na fejsbuku… Tym bardziej że do Fejsa stosunek mam nieco… chłodny. Ooo tu – Fejsbuku cześć i dzięki za ryby, Fejsbuka kiepski pomysł czy Kto nam psuje social media.

A mimo to, od miesiąca Niecodzienny jest na fejsie i choć spektakularnych wyników brak, to powodem tego braku jest chyba przede wszystkim moje nieogarnięcie tematu i brak pomysłu na komunikację tam. I pewne wątpliwości, czy ja naprawdę i aby na pewno chcę tam z Niecodziennym być. I jak to jest, że na fejsbuku niecodzienny jest, skoro moje podejście do tematu w zasadzie się nie zmieniło…

Kto jest winny temu, że Niecodzienny jest na Facebooku

No więc… To Wasza wina. Jak widzicie, uczę się od najlepszych. Albo prawie się od nich uczę;-) W każdym razie, Niecodzienny trafił na FB, ponieważ Wy tam jesteście, a ja nie mam jak na razie innego sposobu dotarcia do Was. To znaczy, mógłbym mieć, gdybyście zostawili mi swój email… no ale nie widzicie po temu powodu. Albo, gdybyście korzystali z kanałów RSS, ale mam takie dziwne przeczucie, że Wy nawet za bardzo nie wiecie, czym jest RSS… nie obrażam Was, jedynie przypuszczam, że świadomość RSSów jest na podobnym poziomie co świadomość tak fantastycznego (sarkazm) narzędzia, jakim są kody QR. Ktoś coś słyszał, ktoś gdzieś widział, prawie nikt nie używa.

Przewrotnie powiem, że dla mnie RSSy mogłyby być ratunkiem dla świadomej części Internetu, tylko że… to nie o tym notka, to po pierwsze, a po drugie i tak nie zaczniecie z nich korzystać… niestety.

Tak więc Fejs jest sposobem powiadamiania Was i przypominania Wam o tym, że na blogu jest nowa notka. Co prawda wynikają z tego pewne trudności – o nich za moment. Zatem FB traktuję trochę jako tubę zaganiającą i… zakładam, że to już ten czas, w którym warto to robić. Warto nieco śmielej wychodzić z Niecodziennym na światło dzienne. Nie wszystko widzicie, ale ta zmiana się dokonuje.

Dlaczego mam trudności z Facebookiem

Cokolwiek dziwne wyznanie człowieka, który z FB pracuje od blisko dekady… jednocześnie może właśnie dlatego, że siedzę w tym na co dzień, jest mnóstwo rzeczy, których nie chcę robić, bo uważam je za niewłaściwe. Druga rzecz – jestem na FB jako ja, jestem na FB także zawodowo, nie mierzyłem się z komunikowaniem swoich tekstów, z których promowaniem mam trochę kłopot. Bardzo specyficzna forma interntetowego introwertyka 😉

Problem mam taki, że nie chcę traktować FB z automatu jako linkownii, a do tej pory nie miałem jasnego pomysłu jak to sobie poukładać. Jak sygnalizować Wam, że jest nowy wpis, że pojawił się nowy podcast, tym bardziej że tu chronologia jest mocno pomieszana… Chyba muszę to spróbować metodą prób i błędów. Wersja, w której nie wiem jak to robić, prowadzi do tego, że tego nie robię, a to z kolei oznacza, że niecodzienny na fejsie jest, a jakby go nie było. Ani w tym dla mnie korzyści, ani dla Was. Czyli trzeba to zmienić.

Druga rzecz jest taka, że nie chcę nadużywać sympatii i cierpliwości ludzi, którzy zdecydowali się na obserwowanie Niecodziennego. Bo mam wrażenie, że dostałem lubisie nie za to, że fajnie piszę / gadam, tylko dlatego, że to był wyraz właśnie sympatii. I nie chcę w rewanżu Wam „zaśmiecać” już i tak zaśmieconego streamu… Nieźle, właśnie nazwałem swoje pisanie zaśmiecaniem. Wspominałem coś o introwertyku, prawda?

Tylko zapominam chyba o tym, że moi znajomi i czytelnicy to dorośli ludzie. Macie dużą wiedzę i potraficie komunikować. Jak Wam coś przestanie odpowiadać, to albo klikniecie „nie, dzięki, już dość”, albo przyjdziecie do mnie i powiecie – Wicias, litości. Robisz to źle. A ja wtedy wrócę do jaskini i będę kminił jak sobie z tym poradzić;-)

Czyli Wy zaufaliście mi, ja musze zaufać Wam. Zaufać Wam…

Plan na Fejsa

Czy w takim razie wiem, co zrobię inaczej? Tak. Będę pisał częściej i nie tylko rzeczy związane z tym, co na fejsie opublikowane. Mam pomysł na to, jak zacząć poranek, a potem w ciągu dnia nieco śmielej zamierzam podrzucać teksty z bloga. Pomysł jest tak, żeby spróbować to robić przez relatywnie krótki czas i zobaczyć czy się w tym odnajduję, czy to działa, czy mi i Wam to odpowiada. Ja nie będzie odpowiadać… to Niecodzienny może z Fejsa zniknąć równie spektakularnie, jak się na nim pojawił.

Czego potrzebuję od Was? Jedna z nauk płynąca z pracy w social mediach brzmi – chcesz żeby ludzie coś zrobili – powiedz im to. Więc ja chcę Was ludzie poprosić o pomoc w dotarciu do nowych czytelników. Jeśli uważacie, że komuś może się Niecodzienny spodobać, to wiecie… lajk, szer, komć zawsze na wagę złota.

Zatem, po co niecodzienny na Fejsbuku? Ano po to, żeby ożywić bloga i ułatwić Wam bycie informowanym o moich nowych wpisach. Innego sposobu na Was nie ma. Howgh.