2 - tyle minut czytania

Zacznę od Bardzo Dużego Porównania. Muszę od niego zacząć, choćby po to, abyśmy mieli to z głowy. Tę kulę armatnią, co to nią zaraz w płot trafię. Pielgrzym Terrego Heysa przywodzi mi na myśl Millenium Larssona. Ufff. Zapisałem to. Teraz się muszę wytłumaczyć i doprecyzować, że moim zdaniem, Pielgrzym jest prawie tak dobry jak Millenium. I dlaczego.

Pielgrzym, to sensacja, która w ciekawy, a równocześnie okrutny sposób punktuje naszą rzeczywistość. Nie wiem na ile historia, którą przedstawia może się wydarzyć (z technicznego punktu widzenia), ale nawet jeśli autor nadużywa lub koloryzuje pewne właśnie techniczne możliwości współczesnego świata, to śmiem twierdzić jest na tyle blisko prawdy, że mamy czego się bać.

Skojarzenie z Larssonem nie wynika jednak z tego, że to sensacja, ale z tego, że autor umiejętnie przeplata rozmaite wnioski, zgrabnie nakreśla tło pewnych wydarzeń, umiejętnie wciąga w fabułę i dobudowuje kolejne wątki sprawnie wplatając je w już uknutą historię. Ciekawe postaci (choć może odrobinę zbyt komiksowe) splątane pozornie niepowiązanymi ze sobą nitkami (choć część z nich również wydaje się zarysowana odrobinę zbyt wyraźnie lub zbyt dosadnie więc zbyt łatwo je przewidzieć)

Największa różnica, która dzieli Millenium i Pielgrzyma to to, że skończywszy czytać perypetie Blomquista i Salander miałem niemal pewność, że jeszcze do nich wrócę (ale do podstawowej trylogii, bo tego czegoś, co to niby jest czwartą częścią jest dla mnie nieczytalne). I wróciłem chyba nawet trzy razy. W przypadku Pielgrzyma jest inaczej. Owszem, mam nadzieję, że to pierwsza część cyklu i że będę miał przyjemność potowarzyszyć jeszcze temu bohaterowi, ale raczej nie spodziewam się, abym czytał go wielokrotnie. Może raz się zdarzy… ale i to nie prędko.

I jeszcze jedno – nie mam wątpliwości, że to będzie dla Was dobra rozrywka, ale proszę Was o jedno – nie czytajcie tego co wydawca zamieścił na tylnej okładce, bo staram się wepchnąć wszystko i gdybym tym się kierował, nigdy w życiu bym po Pielgrzyma nie sięgnął. A to by była strata.

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu