4 - tyle minut czytania

Ważne, abyśmy nie mieli wątpliwości. Tak, wiem, że oba urządzenia, choć z wyglądu pozornie podobne, służą do zupełnie różnych celów. Tak wiem, Kindle żyje w epoce monochroma, a tablety mamią nas feerią barw. Tak, wiem, że tablety są cacane, kochane i mogą wszystko, a Kindle w najlepszym razie może służyć do czytania książek. Ale też właśnie dlatego, że tablet jest multifunkcjonalny, a czytnik ebooków pozwala robić tę jedną (teoretycznie) tylko czynność – czytać, moim zdaniem jest lepszym urządzeniem. Bo tę jedną rzecz robi dobrze. Bardzo dobrze. Zaryzykowałbym nawet teorię, że robi to niemal doskonale.

Kindle’u, nigdy nie będziesz tabletem

Kilka oddechów, żeby złapać perspektywę. Tablet, to strasznie* fajna rzecz. (Wiem, bo mam;P) I jeszcze jakiś czas temu byłem przekonany, że to urządzenie, które może zagarnąć całkiem sporą część rynku elektroniki. I zapewne znajdzie bardzo wielu wyznawców** (nie lubię się wycofywać ze swoich prognoz, zwłaszcza, jeśli chcę snuć kolejne 🙂 ).

Tablet ma wiele zalet. Pozwala na szybkie i wygodne przeglądanie sieci, na oglądanie filmów, na sprawdzanie maila. Na posłuchanie muzyki czy tam radia. Ale do dłuższej pracy (a to przecież tablety obiecują) już się za bardzo nie nadają. Do napisania maila – takiego na kilka zdań – owszem. Ale dłuższego tekstu – nie. Notatki – nie. Prezentacji też specjalnie się przygotować nie da. Obróbka zdjęć – tylko w podstawowym zakresie. Po pracy można pograć. Ale też nie do końca. Tak, są piękne gry, ale wiele z nich to wariacja Angry Birds (pisząc wariacją, mam na myśli stopień komplikacji). Tablet napotyka ograniczenia choćby obsługi, więc nawet nieco bardziej wymagające produkcje będą uproszczeniem gier, które znamy z PC’tów czy konsol. Robienie zdjęć, kręcenie filmów – też nie o to chodzi. Do tego wszystkiego mamy inne dedykowane urządzenia.

Do robienia filmów – kamery;
Do robienia zdjęć – aparaty;
Do grania – konsole;
Do pracy – pc’ty;
Do czytania… – książki, czytniki…

Śmiem twierdzić, że przed tabletem świetlana przyszłość, ale będzie to raczej element ekosystemu. Póki co, tablet jest fajnym.. narzędziem do wejścia w tryb online i to tyle. Da się go użyć, kiedy w zasięgu ręki nie ma dedykowanego narzędzia. Innymi słowy, tak, można wbijać gwoździe siekierą, pod warunkiem, że nie mamy młotka. Jeśli mamy młotek, to jednak lepiej go użyć. Zwłaszcza, jeśli mamy wbić więcej gwoździ.

I jeszcze jedno – Tablet dając mnóstwo funkcji, możliwości, aplikacji – daje jeszcze jedno – rozprasza. Ponieważ wszystko jest na wyciągnięcie ręki, czasem korci, aby zerknąć na coś innego. I jeszcze innego. I jeszcze kolejne. A co tak naprawdę chciałem zrobić?

Kindle – wąska specjalizacja

A Kindle? On nie udaje, że jest czymś więcej. Jestem czytnikiem – to wyraża całym sobą. Jestem po to, abyś czytał na mnie książki. Nie pisz na mnie maili (choć możesz, jeśli naprawdę, naprawdę musisz). Nie przeglądaj na mnie Internetu (choć to też potrafię, jeśli ładnie poprosisz). Nie stworzono mnie po to, abyś zerkał wciąż na facebooka, Nie próbuj na mnie pisać recenzji. Czytaj. Jestem po to, abyś czytał. Więc… życzę Ci miłego czytania.

Kindle, wciąż będe to powtarzał, sprawia, że użytkownik zakochuje się w nim od pierwszego użycia. Do tego stopnia, że teraz trudno mi sobie wyobrazić wyjście z domu bez Kindle’a. Bo dzięki niemu, na wyciągnięcie ręki są dobre książki, które są lepsze niż niejeden serial, a na pewno lepsze niż prawie wszystko, co oferuje polska telewizja (o której tekst aż się prosi o napisanie). A czyta się na nim przyjemniej, niż na telefonie czy tablecie. I w zasadzie dokładnie tak samo, jak książkę. Z tą różnicą, że książki jeszcze nie są zaopatrzone w słowniki. A Kindle tak.

Po tych wszystkich peanach, czas na jedno dziwne pytanie. Czy jest coś, co na tablecie czyta się lepiej niż na Kindle? Do głowy przychodzą mi dwa takie byty. Maile i/lub czasopisma. Tu, ze względu na fotografie, układ, różnorodność, możliwość zagrania interaktywnością to tablet pokazuje swoją siłę. Tyle tylko, że dobrych czasopism do czytania jakby jest niewiele…

* Ale imho lepszy jest tablet na iOS’ie niż na Androidzie. Dlaczego? Bo tablet z Androidem – przynajmniej na tyle na ile się miałem okazję przekonać – to po prostu rozciągnięty do trochę większych rozmiarów smartphone… i choć to samo można by powiedzieć o relacji iPhone / iPad, to jakoś… jakoś nie. I nie mam tu żadnych dowodów na obronę, bo to jedynie moje własne wrażenie. Tabletów z Windowsem nie znam.

** bo nie zawsze ludzie wybierają to co lepsze, ani to czego bardziej potrzebują. Raczej wybierają to, co wydaje im się, że potrzebują. Nie zastanawiając się specjalnie po co im to. Kiedyś się przyda.

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu