O co chodzi z wczesnym wstawaniem

Musze dziś trochę pooszukiwać, czyli prawie wizualizować. Aby ten post mógł się pojawić jutro o 6. rano, musze go napisać dziś wieczorem. Czyli piszę niby codziennie, ale z nakładką. Może się też zdarzyć tak, że jutro napiszę dwa posty… Albo że będę miał jutro czas na to, aby przygotować sobie czas na pojutrze (czyli „Co masz zrobić dziś, zrób jutro będziesz miał dwa dni wolnego” tylko trochę na opak;-) ); Pewnie gdybym to robił z głową i z planem, to miałbym czas nawet na naukę interpunkcji. Hmm… Interpunkcja… to nie może być trudne.

Od mniej więcej trzech tygodni wstaję bez wyraźnego zewnętrznego powodu w okolicach 6. Co ciekawe, choć zawsze lubiłem siedzieć przy komputerze długo w noc i nadrabiać potem sen w godzinach rannych, to nowe wstawanie nie boli. Nawet więcej, chyba się polubiliśmy. Oczywiście, przestawia trochę zwyczaje, raczej uniemożliwia zarywanie nocki, ale… dogadujemy się;)

Tego wpisu możesz posłuchać, bo autor bawi się w radio;-)

Podcast niecodzienny.net na iTunes >

Skąd pomysł na wczesne wstawanie?

Wstać wcześnie – to pomysł, który od jakiegoś czasu mi chodził po głowie. Nic z tego chodzenia nie wynikało, ale była to taka świadomość, że „dobrze by było”. Że pewnie warto, że to lepsze rozwiązanie i że to mogłaby też być okazja do tego, aby znaleźć czas na ruch. Jaki ruch? A tego to jeszcze nie rozważałem. Tym bardziej, że choć myśl krążyła, ciało spało i dobrze mu z tym było.

Minęło kilka miesięcy i w trakcie absolutnie niewinnej rozmowy Marta wspomniała, że ostatnio połknęła taką książkę jak „Fenomen poranka” i ze ja też powinienem zobaczyć co to za rzecz, bo to dobry towar. Z tym czy to dobry towar to ciężko mi się zgodzić, bo mam trochę wątpliwości co do jakości, ale jak się okazuje, był to wystarczający bodziec do tego, aby powiedzieć sobie „sprawdzam”. Skoro wcześniejsza pobudka ma mi pomóc w ogarnięciu siebie i w nieco innym podejściu do codzienności, to czemu miałbym nie spróbować? Trochę to jak podpowiedź mojej mamy sprzed kilkunastu lat – masz bałagan w życiu i w głowie? zrób porządek na biurku, w pokoju, mieszkaniu. Małe rzeczy, drobne zwycięstwa, nieoczekiwane efekty.

Koncepcja jest taka – wstajesz wcześniej po to, aby dobrze się nastawić na cały dzień. Aby zacząć od tego, żeby zrobić sobie dobrze. Aby znaleźć czas dla siebie i zadbać o siebie. I mając czas dla siebie, można mierzyć się z codziennością.

Wstałem wcześnie i co teraz?

Pierwsza pobudka była niefajna, a czasu tak „zdobytego” nie wykorzystałem jakoś efektywnie ani efektownie. Zabrakło tego, po co wstaję. Na co chcę przeznaczyć te kilkanaście / kilkadziesiąt minut. Czym je wypełnić. Efekt jest taki, że wypracowałem sobie swój schemat, 10 minut ciszy, 5 minut na oswojenie się ze swoimi chęciami i zachciankami, 10 minut na naukę analyticsa i… no kolejne minuty zwykle są porywane przez codzienność. Ale to też jest dobre, mam wrażenie, że trochę lepiej się w tej codzienności odnajduję i może trochę więcej ze mnie pożytku.

Inna sprawa, że pierwsze pobudki były w okolicach 6:15, potem budzik został przestawiony na 6:00, a teraz niebezpiecznie zbliża się do 5:45. I to najbardziej dla mnie zaskakujące, że ustawiam ten budzik z podejrzanym uśmiechem i przekonaniem nie tylko że dam radę, ale że warto…

Wstaję rano, aby słuchać siebie. Aby być dla siebie. O, i o tym też będzie notka;-)

A teraz posłuchajcie mistrza porannych pobudek.

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Skorzystaj z poniższego formularza. Nawet nie wiesz jakim ważnym dodatkowym kopem motywacji będzie dla mnie Twoja subskrypcja. Potraktuj to jako kopniak na szczęście. Co Ci szkodzi, kopnij;)

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

O co chodzi z wczesnym wstawaniem” ma 15 głosów w dyskusji

  1. Uświadomiłeś mi że 10 minut ma moc. Jeżeli zaplanowanie 10 minut dla siebie może być kroplą która drąży skałę całego dnia, i 10 minut dziennie nauki czegoś nowego może być rozwojowe, to właśnie teraz jest mi głupio, że wymówką dla nie robienia czegoś jest brak czasu.

  2. Po pierwsze, to działa troszkę jak procent składany (tzn moc sumy małych składników), czyli 10 minut dziś, 10 jutro i tak przez kolejne tydzień z małym haczykiem, robi się 100. To daje 3640 minut rocznie. To daje 60 godzin (tak, umiem dodawać, mnożyć i dzielić). Ale chodzi o to, że to już naprawdę konkretna dawka czasu na naukę i całkiem konkretna kropla. Mała wielka rzecz.

    Po drugie, 10 minut to tyle co nic. To 600 sekund. (znowu umiem dodawać, a raczej mnożyć). To około 40 spokojnych oddechów (wiem, bo policzyłem). 10 minut to mikro jednostka o potężnej mocy. Warto dać sobie te 10 minut. Takie małe szaleństwo;)

  3. 😀
    Hmm… czy to liczenie nie zakłóca trochę (w sensie rozprasza) stanu głębokiego wsłuchania się w siebie i w potrzebę (lub jej brak) zaczerpnięcia powietrza?

Podyskutujmy