5 - tyle minut czytania

Zaczynamy nowy tydzień, a wraz z nim przede mną 6 nowych postów do napisania. Każdy post to pusty ekran, który dopiero zasypię literkami. Za każdym razem mały i duży stresik. Jak tym razem wyjdzie? Na ile uda mi się przekazać myśl. Co będzie, jeśli się zatnę w połowie myśli. Nic się nie stanie, zobowiązanie zaciągnąłem tylko u siebie, nikt mnie nie rozlicza. Równocześnie boję się wyłomu w regule. Odstępstwa. Nadkruszonego postanowienia. Wyjątku, który zacznie podważać przyjęte zasady. Tym bardziej dobrze się pilnować.

Są takie chwile w życiu żółwia, kiedy czuje, że powinien podjąć decyzję. Zapewne jest tak, że ciężar tej decyzji widzi tylko żółw. Otaczający świat pędzi pochłonięty swoimi ważnymi sprawami, a żółw się zatrzymał i duma. Słucha siebie i czuje, że go coś od wewnątrz zżera. Może sam niepotrzebnie kombinuje. Może to wszystko jest bardzo proste, tylko nie wszystko widać z perspektywy żółwia. Żółw, jak to żółw z każdej bajki, nie lubi pośpiechu, źle się czuje będąc raptusem. Żółw duma.


Tego wpisu możesz posłuchać, bo autor bawi się w radio;-)

Zasady są po to, aby…

W idealnym świecie, w świecie z kart powieści, bajek, baśni, mądre wybory są nagradzane. Zazwyczaj;) Od tego są bajki i baśnie, aby nas moralizować. Pokazywać nam co jest dobre, co szlachetne, co mądre. Przekonywać, że jeśli będziesz człowiekiem prawym, może i będziesz żyć skromnie, ale godnie. Opowieści mają nam ułatwiać podejmowanie decyzji. Słuchaj siebie i żyj w zgodzie z samym sobą, albo… przyjmij z pokorą cudze zasady. W imię zapewne pozornego bezpieczeństwa.

W idealnym świecie ten wybór jest prosty i oczywisty. Kiedy czytamy książkę zazwyczaj kibicujemy szlachetnym, prawym. Ludziom z zasadami, bo przecież my też chcemy tacy być. Też chcemy wybierać to co dobre, nad to, co korzystne. To co właściwe, nad tym co łatwe. W świecie idealnym. A potem zamykamy książkę i mierzymy się z życiem.

Kiedy patrzymy na decyzje innych, dość łatwo przychodzi nam rozstrzygać cudze motywacje. Zrobił to dla kasy, zrobił to bo mu zabrakło cojones, zrobił to bo poszedł na łatwiznę. Rzut oka i wszystko jasne. A ja? co wybieram ja…

Kiedy byłem małym chłopcem

Kiedy było mi źle, niewygodnie, ciasno, miałem dość… odwagi? Nie… Rozsądku? Też nie… Chyba dumy… Miałem dość dumy żeby powiedzieć – potraktujcie mnie poważnie, albo będziemy musieli się pożegnać. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w odpowiedzi dostałem „więc chyba będziemy się żegnać”. Niezbędna lekcja pokory. Nie wiem czy pierwsza, na pewno nie ostatnia. Ale kiedy mówisz a, to dobrze jest stawiać kolejne literki alfabetu. Nie jest łatwo rezygnować z marzeń. Nie jest łatwo rezygnować z pracy w miejscu, w którym zawsze chciałem pracować. Nie żałuję tamtej decyzji, jednocześnie choć od tamtej rozmowy i jej następstw minęło blisko 10 lat, w mojej głowie i w moim sercu wciąż czuję pustkę. No cóż… i z tą pustką nauczyłem się żyć.

Dziś… choć ciasno i niewygodnie, trwam. Ludzie dookoła się zmieniają, ja trwam. Rzeczywistość wiruje, staje się coraz bardziej chaotyczna, coraz mniej przyjazna, coraz mniej „moja”, a ja trwam. Mam wrażenie, że skarłowaciałem, wycofałem się, straciłem przekonanie i pewność. Wciąż potrafię perorować, ale cóż z tej retoryki, skoro jedyne co z tego wynika to to, że trwam. Uparcie i skrycie.

Okoliczności łagodzące

Nie jestem sam. Nie za samego siebie odpowiadam. Nie myślę w perspektywie tego co dziś i jutro. Staram się myśleć w perspektywie pół roku i roku. Jasne, przez pół roku i przez rok wiele się może zmienić… Tylko czy nie po to te wszystkie mądre zabezpieczenia, poduszki, oszczędności… aby móc karku nie zginać i wiedzieć, że nie uda się go łatwo skręcić?

Rzeczywistość nie zaczęła mi zgrzytać wczoraj. Zgrzyta już jakiś czas. I od tamtej pory czasem śmielej, czasem nie staram się znaleźć nowy przyczółek i… im bardziej szukam, tym bardziej go nie ma. Pewnie źle szukam, albo nie potrafię właściwie oceniać rzeczywistości. W każdym razie, to też studzi zapędy zwłaszcza w kontekście pierwszej przytoczonej okoliczności. 

Chcę wierzyć, że zacząłem swoją zmianę… szukam i znajduję na nowo energię do tego, by chciało mi się chcieć. Blog nie jest alternatywą dla pracy, ale jest alternatywą dla niemożności decyzyjnych. Dla realizacji cudzych niezrozumiałych pomysłów. Czy to znaczy że moje pomysły są lepsze? Nie, wiele z moich pomysłów jest głupich, ale są moje. A w moje nawet głupie pomysły łatwiej mi wierzyć i łatwiej mi się angażować.

Może się łudzę, może gram na czas, może odwlekam niepotrzebnie to, co zapewne nieuniknione. Może boję się ponownej weryfikacji. A może boję się po raz kolejny usłyszeć „nie, dziękuję”. 

Do żółwia

Wiesz żółwiu, tylko jedno Ci mam do powiedzenia. Bądź tak łaskaw się wkurzyć.