1 - tyle minut czytania

Dziś króciutko i na temat, bo wolę książki czytać, niż o książkach pisać. Zresztą nie zamierzam pisać streszczenia;-)

Andy Weir – Marsjanin, czyli zmagania astronauty (choć w zasadzie kosmicznego pirata) o przetrwanie na czerwonej planecie, kiedy zostaje pozostawiony (przez czysty przypadek, co sam wielokrotnie powtarza i przypomina) na tejże planecie sam. I co najważniejsze, nie traci przy tym głowy (ta się przydaje) i poczucia humoru. I NASA prawie mu nie przeszkadza;) (A NSA tylko trochę podgląda) I prawie wszystko robi tam jako pierwszy. Brzmi jak science fiction? Well, to jest science fiction ale za to bardzo dobre science fiction. miejscami techniczne, ale można to autorowi wybaczyć, bo przecież dzieli się swoją pasją, a przy okazji stara się udowodnić że wszystko co opisuje mogłoby się wydarzyć na prawdę (albo się wydarzy, jak już zaczniemy Marsa podbijać…)

Książka wciąga, bardzo wciąga. Tak bardzo, że nie sposób się od niej oderwać. Książka też bawi – nie przypominam sobie, kiedy ostatnio rechotałem do lektury, a tu rechotałem nie raz i nie dwa, a wiele, wiele razy. Książka jest też doskonałym materiałem na film (który już kręcą). Prawdziwie przyjemna beletrystyka. Niezależnie od tego czy lubisz fantastykę czy nie (ja nie przepadam), niezależnie od tego czy podobał Ci się Robinson Crusoe, niezależnie od tego ile masz lat i ile masz czasu. Tę książkę powinnieneś / powinnaś, musisz (a co, znalazłem wersję bezpłciową) przeczytać. Bo to bardzo dobra rozrywka. Więc jeśli czytasz tylko jedną książkę w roku, to w 2015 wybierz Marsjanina. Nie pożałujesz, może nawet podziękujesz i podasz dalej:) A kto wie, może uznasz, że warto czytać 😉