5 - tyle minut czytania

Mam takie przeczucie, że dziś będzie gruby wpis. Jeden z tych bliskich „trudności pisania o sobie”. Ale też chyba warto się z nim zmierzyć, zwłaszcza mając na uwadze pointę, która świta mi w głowie. Wszystko zaczęło się tak… 

Jedna z myśli, która poprzedziła uknucie „chcę robić rzeczy, które chcę robić” brzmiała – z jakimi ludźmi chcę pracować. Pomijam dokładne okoliczności, ale to była sytuacja kiedy poczułem – tracę czas. Widzę zdolnych ludzi, którzy starają się robić rzeczy dobre i w zasadzie im to wychodzi, ale widzę też, że robią rzeczy, które już znam, już je próbowałem i mam apetyt na więcej. Nie mam nic do tych, z którymi w tamtej sytuacji byłem, ale chciałbym mieć sposobność do pracy z ludźmi, z którymi i od których mogę się uczyć. 

Tego wpisu możesz posłuchać, bo autor bawi się w radio;-)

Na głos: ludzie, z którymi chce się pracować

 
 
00:00 / 8:41
 
1X
 

Podcast niecodzienny.net na iTunes »

Co to są za ludzie?

No dobra, tylko czy ja wiem jacy to są ludzie, z którymi chciałbym popracować? Lubie pracować z ludźmi, którzy są ode mnie lepsi, lubię pracować z ludźmi, którzy są otwarci. Lubię pracować z ludźmi, którzy lubią sięgać poza to, co dobre. Lubię tych, którzy kombinują. Lubię tych, którzy chcą słuchać. Lubię tych, którzy potrafią mi powiedzieć nie. Lubię tych, którzy potrafią argumentować swoje działania. Lubię ludzi pozytywnych, i takich, którzy trzymają dystans. Lubię ludzi, którzy zamiast opowiadać jak wiele potrafią, po prostu to robią. Lubię tych, którzy są niespokojni duchem. Lubię takich, którzy kwestionują. I lubię takich, którzy chca mi powiedzieć – nie, nie masz racji. A jak mi to potem udowodnią, to robię sie o taki malutki, ale w głowie mi krzyczy minionek „jaaaa… ale jesteś suuuuupeeeer… mogę iść za Tobą?”

Czy wiem przy kim najwięcej się nauczyłem? Myślę, że przy ludziach którzy pozwalali popełniać błędy, ale potrafili je też dość szybko wskazać. Łatwiej się chyba koryguje rzeczy na bieżąco, zamiast po kwartale czy trzech miesiącach wypominać że – a pamiętasz, jak wtedy zrobiłeś A, to trzeba było zrobić B. Nie no, wow stary, zapamiętam, choć nic nie pamiętam. Co ciekawe, do dziś brzmią mi słowa Arka, który zdradził mi sekret przetrwania w korporacji. To nie będzie dosłowny cytat, ale mam nadzieję, że oddam sens.

Wit, w korporacji najważniejsze jest to, żeby robić to, czego potrzebuje Twój szef. Nie ma wyższej wartości niż spokój i zadowolenie szefa. Nawet jeśli to czasem bez sensu. 

Lata mijają, a ja wciąż niby wiem, niby rozumiem, a z wdrożeniem bywa różnie. 

Lubię to

Lubię ludzi, z którymi udaje się popychać ważne sprawy w ważnym kierunku, a rzeczy mniej istotne wykonuje się, ponieważ taka jest codzienność. Uwielbiam i podziwiam ludzi, lepiej ode mnie zorganizowanych, którzy wiedzą, że termin to ważna rzecz i potrafią go dotrzymać. Lubię ludzi, z którymi nawet w paskudnej sytuacji znajdujemy chwilę żeby złapać oddech, popatrzeć na siebie i potem wziąć się razem temat za rogi.

Myślę, że mam ogromne szczęście i na swojej drodze spotykam bardzo wielu mądrych ludzi. Z niektórymi tylko na chwilę, z wieloma (na szczęście) to współprace dłuższe. Z wieloma udaje się nawiązać także relacje częściowo lub całkowicie towarzyskie. I choć nie to jest istotą pracy, nie ma nic przyjemniejszego niż znajomość, która trwa, nawet kiedy zabraknie spoiwa codziennego spotkania przy biurku.

Druga strona medalu

A czy ja jestem człowiekiem, z którym się chce pracować? Trudne pytanie. Oczywiście, że chciałbym żeby tak było. Kilka razy (spokojnie, myślę że wszystkie je można policzyć na palcach jednej ręki… drwala) usłyszałem, że istotną cechą danego projektu było to, że to praca akurat ze mną. No to prawie głową rozbiłem sufit, nawet jeśli wziąłem poprawkę na to, że to była tylko dyplomatyczna poprawność i ustawienie się na właściwej pozycji, nawet jeśli przefiltrowałem to przez swoją własną ocenę i miejsca w którym się znajduję i umiejętności którymi dysponuję.

Ja znam swoje przewiny. Znam swoje słabości. Wiem o wszystkich nie napisanych wypracowaniach (w końcu to ja ich nie napisałem). Wiem o wszystkich przekroczonych terminach (w końcu to ja je przekroczyłem), wiem o wszystkich nieodebranych połączeniach (w końcu to ja ich nie odbierałem). Wiem o wszystkich konsekwencjach chaosu, który zamierzenie lub niezamierzenie tworzę. Wiem o wszystkich przetrzymanych decyzjach. Wiem o wszystkich niezrealizowanych tematach. I wiem, że zwykle niewiele mam na swoje usprawiedliwienie. Tzn wiem, że usprawiedliwienie znajdę, mogę też wyjść z pozycji stanowiska, które akurat zajmuję, ale… lepsza organizacja i pewnie więcej determinacji czasem by mogło zdziałać cuda.

W tym miejscu czas na poranny dialog wewnętrzny:

– Wicie drogi, ogarnij się. Zamiast marudzić na otaczającą rzeczywistość i czepiać się innych weź Ty się zastanów kto dał Ci prawo przyjąć taką pozycję. Popatrz na siebie, skup się na sobie, udowadniaj na sobie, hm? Mniej gadania, mniej „mam takie jedno ale…”

– No tak ale to wtedy nie będę Ja.

– A próbowałeś?

Zatem, aby przekuć to w pozytyw;) Chcesz pracować z ludźmi, z którymi chcesz pracować? Zadbaj o to, aby być człowiekiem, z którym inni chcą pracować. Pomagaj, wspieraj, rozwiązuj, ucz. Ułatwiaj codzienność. W najgorszym razie, będziesz człowiekiem, z którym inni będą chcieć pracować. A może także czasem pójść na piwo. I nawet przymkną oko, że weźmiesz lemoniadę.

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu