3 - tyle minut czytania

W uzupełnieniu notki „czemu nikt nie czyta mojego bloga” bez przesadnych wstępów, szukając powodów tego, że wciąż jeszcze nie zostałem bardzo poczytnym blogerem (choć nigdy nie było to celem mojego pisania, ani nie boli mnie to tak bardzo, jak może wynikać z obu notek;-)

Więc… pierwsze dziewięć powodów już spisałem. Do głowy przychodzą mi kolejne:

Po dziesiąte, bo nie wykorzystuję wszelkich możliwych narzędzi do promocji
XXI wiek jest dziwny (to się nazywa cudowna diagnoza). Jest dziwny, bo wszyscy mogą pisać. Wszyscy mają dostęp do prawie wszystkiego, tworzenie treści jeszcze nigdy nie było tak proste. Jeszcze nigdy nie istniały narzędzia, które pozwalałyby niemal każdemu stać się osobą, którą słuchają, za którą podążają inni. Jeszcze 10 lat temu niezbędne byłoby namaszczenie telewizji. 30 lat temu niezastąpione byłoby radio. 40 – pewnie kronika filmowa. Ale też nawet 10 lat temu wszystko toczyło się wolniej i budowanie swojej „pozycji” trwało dłużej (ale też i miało dłuższy efekt) + trzeba było naprawdę coś umieć / coś potrafić / coś osiągnąć aby być „kimś”. No dobra, przeważnie trzeba było. Dziś? Dziś każdy może, nie umiejąc wiele, walczyć o swój kawałek tortu uwagi społeczeństwa. Każdy może pytać, krytykować, eksponować się. Dziś każdy może wyznaczać trendy dobrego smaku, trendy dobrego ubioru, dowolne trendy. Kluczem wiec nie jest to, czy masz coś co powiedzenia, ani ile warte jest to co masz do powiedzenia (znowu, uogólniam), ale to czy Cię czytają czy nie wynika wprost z tego, czy Cię znajdują, czy nie. I można pomagać w tym, aby Cię znaleźli. Można być aktywnym, dzielić się linkami, chwalić się tekstami, zajmować się rozmaitego rodzaju promocją. Można dbać o optymalizację, można postawić mocno na seo. Są też praktyki mniej „czyste” i „właściwe”, i tych stosować nie należy, choć na kró†ką metę pewnie byłyby skuteczne. Ja działań promocyjnych w zasadzie nie prowadzę – czasem wrzucę linka tu (tt) lub tam (fb) ale wszak poważnymi aktywnościami nazwać tego nie można. Może to błąd.

Po jedenaste, bo (prawie) nikt mnie nie zna
W punkcie wyżej udowadniałem, że każdy może. No więc każdy może, ale nie przed każdym ta sama droga. W dalszym ciągu media tradycyjne i odpowiednie budżety są trudne do zrekompensowania samymi działaniami online. NIelicznym (i bardzo zdeterminowanym) się to może powieść, ale nic tak dobrze nie działa, jak znane nazwisko. Znane z telewizji działa najlepiej – po prostu odpowiednia grupa ludzi miała szansę o Tobie usłyszeć, z tego jakaś część będzie Tobą zainteresowana, z tego jakaś część będzie zainteresowana na tyle, aby poszukać Cię w sieci, znaleźć, poczytać i np. wejść w interakcję. Więc, jak już zostanę znany i bogaty będzie mi łatwiej. Ale na całe (wasze) szczęście mi to nie grozi 😉

Po dwunaste, bo za mało tu obrazków
Obrazki łatwiej zrozumieć. Obrazki łatwiej ogarnąć. Żyjemy w czasach obrazków, więc obrazkami lubimy się dzielić. Prosta forma, jak swego czasu swoje żarty opisał Jimmy Carr – feed line, punch line, nothing to fuck about. A ja rysować nie potrafię, w memy bawić się też jakoś nie zamierzam (choć być może warto spróbować…) W każdym razie bez obrazków łatwo nie jest.

Tyle na ten moment. Do czasu, aż znajdę kolejne powody tego, czemu nikt mnie nie czyta. Tej notki nie promuję. Ciekawe, czy ktoś ją znajdzie;) Jeśli ją znalazłeś, bądź tak łaskaw i zostaw komentarz;-) Nawet tak krótki jak „tu byłem Jasio”.

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu