5 - tyle minut czytania

Jest takie kłamstwo, a może obietnica, którą powtarza sobie każdy posiadacz Kindle (a zapewne także posiadacz dowolnego innego czytnika ebooków). „Nie kupię żadnej nowej książki, póki nie przeczytam wszystkich, które mam już na Kindle.”

Ha, ha, ha.

Wydaje mi się, że czytnik dzięki drobnym ułatwieniom, zmienia to, w jaki sposób czytamy. To nie są radykalne różnice, raczej drobiazgi, których suma wpływa na przyzwyczajenia i nawyki posiadacza Kindle.

Kupujesz więcej książek

Zbyt wiele jest promocji, zbyt wiele pokus, zbyt wiele książek, które chciałoby się przeczytać, żeby nie sięgać po kolejne. Nie miałem tej pokusy, kiedy chodziłem z papierowymi książkami. Nie w tym rzecz, że papierowe książki są gorsze, ale tradycyjne księgarnie są rzadziej po drodze, a przez to sam zakup odrobinę bardziej męczący (jakkolwiek absurdalnie to brzmi). Jasne, mógłbym kupować książki online, w zasadzie dokładnie tak, jak kupuję ebooki, ale… kiedyś już wspominałem – nie lubię kupować online, a to że modele sprzedaży są podobne, nie oznacza, że są takie same.

W przypadku zakupu ebooka, dostaję ebooka od razu. Nie muszę czekać więcej niż kwadrans, nie muszę nigdzie iść, z nikim się umawiać, nie muszę odwlekać przyjemności sięgnięcia po książkę w czasie. Nawet jeśli nie zacznę jej czytać od razu (tak jak papierowej, na którą musiałbym zaczekać) to wiem, że mogę. I to wystarcza. W efekcie kupuję więcej, niż jestem w stanie przeczytać. rośnie też ilość książek nieprzeczytanych.

Czytasz więcej i częściej prawie wszystko.

Dzięki Kindle’owi mam przy sobie zawsze więcej książek niż potrzebuję. Czytam wszędzie tam gdzie się da i gdzie mam na to choć kilka minut i nie potrzebuję np. dodatkowego źródła światła.  I mam szeroki wybór lektur, co sprawia że mogę „sobie poczytać” niezależnie od tego, czy mam ochotę na coś poważnego… albo przynajmniej popularno-naukowego, czy na kryminał. Na coś po polsku, czy po angielsku. Z drugiej strony, tym sposobem czytam kilka książek równocześnie (co także zdarzało mi się wcześniej, ale nie w takim natężeniu). I nie przejmuję się zakładkami, otwieram okładkę i… czytam. To takie proste. I takie wygodne. A i tak wszystkiego nie przeczytam:-)

Co ciekawe, czytnik nie wpłynął na to, jak czytam (a raczej nie czytam) magazynów i gazet. Niby kupować mogę je tak samo, nawet i tu element wygody miałby zastosowanie, przecież dostaję nowy numer prosto na czytnik bez żadnego dodatkowego działania, a jednak nie umiem się przełamać. W przypadku magazynów drobnym problemem jest monochromatyczność czytnika, w przypadku gazet – nawigacja. Dużo szybciej, dużo wygodniej przegląda mi się gazetę, gdy trzymam ją w rękach. Do tygodników świetnie nadaje się tablet, daje możliwość poszerzenia treści w sposób bardzo wygodny i naturalny – tego Kindle nie zaoferuje.

Próbowałem też czytać artykuły z Internetu przesyłane na czytnik via Instapaper, i to zarówno pojedyńcze sztuki jak i tygodniowe zestawy i… No nie, jakoś nie wchodzi.. I po tygodniu zupełnie nie mam ochoty wracać do tego, co mi się wydawało, że będę chciał czytać.. Niestety.

Bateria, pamięć…

Kindle jest specyficznym urządzeniem. Moim zdaniem jego największą zaletą jest to, że służy tylko do jednej rzeczy (czytania), nie musi zużywać dużo energii (bo ekran się nie odświeża z dużą częstotliwością, bo nie świeci się cały, bo nie musi być cały czas online), i nie musi mieć bardzo dużo pamięci. Jak wspomniałem, kupuję niemało książek i czytam niemało ksiażek, a nie spotkałem się jeszcze z komunikacją „brak pamięci”, i Kindle nie padł mi też z braku prądu – zawsze wystarczało mu energii do najbliższego ładowania (o którym, swoją drogą o ładowaniu można łatwo zapomnieć bo to rzadkość. To nie telefon, który trzeba ładować codziennie lub w najlepszym razie co drugi dzień. Tu się to zdarza w zasadzie raz na miesiąc…

A co do ilości książek które możesz załadować na czytnik… wiesz, to nie pendrive ani nie przenośne kino domowe. Tu nawet gdyby pamięć była rzędu kilkuset mb krzywda by się nie działa, bo większość książek (beletrystyka) to kilka mb danych. Te gdzie jest dużo grafiki, zdjęć – mogą mieć kilkadziesiąt mega… ale też nie będziesz ich nosił wszystkich naraz ze sobą.

Tak, wiem, jesteśmy przyzwyczajeni do załadowania swojego sprzętu na maksa, i noszenia wszystkiego ze sobą, ale zastanów się na ile to racjonalne. I nawet jeśli czytasz kilka książek na raz, to czy wykroczysz poza kilkanaście? I czy taką krzywdą będzie, jeśli nie wszystkie będziesz miał od razu ze sobą? Zwłaszcza ze proces pobierania książek na czytnik jest bardzo szybki, niezależnie od tego, czy wgrywasz je kabelkiem (mało wygodne) czy zasysasz z chmury (własnej lub sklepowej).

Moim zdaniem Kindle sam z siebie nie sprawi, że zaczniesz czytać, ale na pewno ułatwi Ci czytanie w drodze i może sprawić, że czytać będziesz częściej. I więcej. I bardziej różnorodne pozycje.

I co ja mam z tym Kindle’m? Upieram się przy urządzeniu od Amazonu, ponieważ to z tym czytnikiem (Paperwhite) mam do czynienia. I zwyczajnie nie chcę sięgać po inne. Dobrze mi z nim.

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu