9 - tyle minut czytania

Chyba dorastam. Może dojrzewam. Czytam o tym, jak oszczędzać i nieśmiało zerkam też w pozycje jak inwestować. Czasem mam wrażenie, że te wszystkie moje starania mogą być bez sensu, bo rządzą nami ludzie, którzy, jak prezes, nie mają konta bankowego, albo, jak minister obrony narodowej, mają oszczędności w wysokości 1,5k PLN (słownie półtora tysiąca polskich złotych). Dysponując takim majątkiem zapewne zupełnie nie interesuje ich to, jak ich zabawy wpływają nie tyle na stan, ile na wartość moich oszczędności. A do tego można się po nich spodziewać wszystkiego, już nawet tak absurdalnie brzmiące propozycje jak…

Tu uwaga, najbliższe 7 słów sprawi że będzie Ci zimno, potem gorąco, potem znowu zimno, a potem znowu gorąco, a potem zaczniesz bardzo brzydko mamrotać pod nosem

Zamienimy Twoje oszczędności na obligacje skarbu Państwa

…budzą już nie stoicki komentarz – „weź przestań, przecież na to nikt myślący sobie nie pozwoli” ale raczej sprawiają, że zaczynasz się zastanawiać, czy między wyartykułowaniem pomysłu a decyzją rządu i podpisem prezydenta zdążysz wytransferować możliwie duże środki w obcej walucie na obce konta…

Co do inwestowania, po obejrzeniu Big Short nie mam złudzeń, zginę marnie. I nie ma co się szarpać, lepiej zginąć marnie w niewiedzy, a nie zostać jak ten Himilsbach z tym angielskim.

No dobra.. to o co chodzi z dorastaniem? I co to ma do oszczędności?

Racjonalizowanie wydatków

Do tej pory było tak, że kiedy znalazłem jakąś wymarzoną zabawkę, chodziłem wokół niej tak długo, aż ją zakupiłem. Raczej nie na kredyt, ale i tak szukałem sposobu na to, żeby „ją mieć”. Podobnie było kiedy latem zachcianką stał się nowy telefon. Co prawda pojawiły się pierwsze wątpliwości, czy ten zakup na sens, ale równocześnie zacząłem się zastanawiać nad najbardziej efektywną formą zakupu, przez co sprawdziłem też wersję zakupu u operatora. Przewrotnie zacząłem też sprawdzać możliwość obniżenie miesięcznego kosztu abonamentu, aby mieć większy zapas na nową zabawkę.

Pobieżne kalkulacje wykazały, że mogę mieć w zasadzie nielimitowane rozmowy i smsy i całkiem zgrabny pakiet Internetu już za około 40 zł miesięcznie. To z kolei oznacza, że gdybym zszedł z abonamentu i zamiast subsydiować słuchawkę kupił ją „na raz” ze swoich środków (mam ten komfort, że to w zasięgu mojego budżetu) mogę oszczędzić kilkaset złotych. I to był pierwszy bodziec – zacząć oszczędzać na telefonie. Niby nic, niby wydatek którego tak bardzo nie czuję, ale może warto przestać wydawać głupio pieniądze… (tym bardziej, że kupując u operatora telefon zgadzasz się na to, że telefon spłacasz przez 20 miesięcy, a przez pozostałe 4 miesiące kontraktu dajesz się golić za piękne oczy, i to mając w abonamencie usługi, które już dawno można mieć za dużo mniejsze pieniądze).

Co ciekawe, nie ma, albo ja jej nie widzę, zbyt dużej różnicy w tym co oferowane jest ludziom na umowie abonamentowej i tym którzy korzystają z kart przedpłaconych.

Korzyści pre-paida

Co więcej, złapałem się na tym, że z ofertą pre-paid kojarzy mi się też wolność, wszak to oznacza brak stałych zobowiązań. Co więcej mam dziwne wrażenie, że w przypadku użytkowników pre-paidu, operatorzy starają się jakby bardziej. Jak złowisz klienta na abonament, to masz go z głowy przez cały kontrakt. Najczęściej 12 lub 24 miesiące.

A pre-paid? Jak nie masz dobrej oferty dostosowanej do rynku przy każdym dobrym ruchu konkurencji – poczujesz że Ci ludzie odpływają. Przyzwyczajenie przyzwyczajeniem, ale z zasady lojalność użytkowników pre-paid jest jakby mniejsza, co z kolei oznacza że i możliwości klientów większe. Np. mnie, abonamentowca od 7-8 lat, wkurzało to, ze raz po raz widziałem „promocje doładowań”. Jakoś mojego abonamentu nikt nie chciał wspierać promocją. Cóż, tak działa rynek – tam gdzie klient więcej może, tam sprzedawca stara się ciut bardziej.

Słuchawki ostatecznie nie kupiłem – znowu, racjonalizacja wydatków i wytłumaczenie samemu sobie, że tego nie potrzebuję. Że chcę, owszem, ale nie potrzebuję, a skoro nie potrzebuję, to czy aby na pewno ma to sens. Nie miało, nie kupiłem. Ale całe rozumowanie pre-paidowo / abonamentowe we mnie zakiełkowało i po bodaj 8 lat bycia „na kontrakcie”, wkraczając w wiek Chrystusowy wróciłem do rozwiązania, które z poczuciem bycia gorszym klientem stosowałem jako student. A tu decyduję się na to sam. Bez przymusu. Bo wierzę, ze tak mi będzie wygodniej. I taniej. I rozsądniej.

A jednak idiota 😉

Więc dlaczego czuję się jak idiota? Well… W osiągnięciu tego staniu pomógł mi Play…

Kiedy zacząłem chodzić za telefonem i opcjami przedłużenia umowy, postanowiłem sprawdzić co powie Play na moje argumenty, że w moim odczuciu mogę mieć to samo, bez umowy wiążącej mnie przez 24 miesiące, a poza tym, że konkurencja w końcu też ma czym kusić. Tak, chciałem „spieniężyć” swoją lojalność. Odpowiedź od konsultanta brzmiała,

– warunki play juz Pan zna, niestety nie ma możliwości negocjacji

O.o

To nie jest parafraza. To jest cytat. Pan konsultant, z braku silnych argumentów postanowił zaatakować mnie argumentem siły. No cudnie. W sumie łatwość z jaką operatorzy potrafią zirytować, obrazić, zlekceważyć długoletnich klientów mnie rozbraja. A wciąż tłucze się marketerom do łbów że ważniejszy (i tańszy!!!) jest klient, którego już masz, niż klient którego musisz dopiero pozyskać…

Mało? No to jeszcze…

Kiedy jakoś we wrześniu poszedłem do punktu Play, aby poznać warunki zakończenia umowy i przejścia na kartę, dowiedziałem się, że to będzie możliwe ale dopiero po zakończeniu umowy. Pozornie nie było w tym nic dziwnego. Skoro pierwszą i każdą kolejną umowę podpisywałem na 24 miesiące, a pierwsza umowa była podpisywana bodaj w październiku, byłem, że tak to ujmę, na dniach. A raczej tak mi się tylko wydawało. Wydawało mi się, ponieważ:
a) kiedy decydujesz się na przedłużenie umowy, przed zakończeniem umowy, to ten okres pomiędzy tymi dwoma datami jest „dodawany” do długości obowiązywania umowy. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale równocześnie:
😎 nie mam możliwości obniżenia taryfy po wypełnieniu kontraktu 24 miesięcznego i w tym „doliczonym czasie” też płacę z górką. Tym sposobem płaciłem wyższy koszt nie przez 24 miesiące, ale przez 26 miesięcy. Pomimo tego, że plan ratalny zakończyłem po 20 miesiącach. Kto bogatemu zabroni.

I w sumie znowu – nie szarpałbym się tak bardzo i nie czułbym się jak idiota, gdyby nie to, że jestem niemal przekonany, że nikt mnie o powyższych punktach przy podpisywaniu / przedłużaniu umowy nie poinformował. Zapewne to było w umowie zapisane i zapewne również bym się na to zgodził. Ale nikt mi tego nie powiedział. I dlatego mam wrażenie, że nie traktują mnie poważnie.

Dlaczego wobec tego nie zmieniam operatora? Bo nie widzę alternatywy. Bo wiem, że Plus (byłem) i Orange (byłem) niczym się tu nie różnią. Bo do Play mam również sentyment (chociaż z każdym kontaktem jakby mniejszy).

Czego nie wiesz o pre-paid

Minęły czasy zdrapkowania. Minęły czasy drogich minut.  Minęły czasy „braku środków na koncie”. Zamiast zapomnianych doładowań, trzeba zdecydować się na cykliczne doładowania (w zasadzie abonament). Nie potrzebujesz zdrapki, po prostu ustawiasz przelew w swoim banku. To takie proste. 

Drogie minuty? Jak by to powiedzieć… ceny są takie, jak ostra jest konkurencja. A że jest ostra, to klienci zyskują. I to kilka razy w tym samym okresie, na jaki wiązaliby się umową (której warunki są takie same na początku jak i na końcu jej trwania). Na ten moment, mam wrażenie, prepaid bije abonament na głowę.

Brak środków na koncie? Ale że tak pilnie potrzebujesz do kogoś się odezwać? Rozwiązaniem skorzystać z fifirifi, albo z opcji „debetu” na koncie. To rozwiązanie na czarną godzinę. 

Epilog

Żeby nie było tak od kolorowo i sympatycznie, to Play potrafi zaskoczyć raz jeszcze. Po wypowiedzeniu umowy, przeniesiono mnie do Play na Kartę – wygodnie i bezproblemowo. Mi spodobała się tzw. formuła unlimited i postanowiłem zaraz po uwolnieniu się od umowy włączyć. Aby ją włączyć, potrzebowałem a) doładować konto, a kiedy okazało się, że nie widzę w podglądzie konta opcji włącz ulimited, doczytałem, że muszę także 😎 zmienić taryfę ze startowej na formułę. No spoko, niech i tak będzie. Zgodnie z przyjętą logiką zrobiłem – doładowanie, zmiana taryfy, włączenie ulimited. Proste? Proste. Z jednym małym haczykiem.

Pomimo doładowania za 50zł, na które się zdecydowałem, ważność konta (w tym połączenia wychodzące) kończy mi się z początkiem lutego. I tu czegoś nie zrozumiałem. Z dawnych, dawnych czasów kojarzyłem, że doładowanie oznacza przedłużenie konta, a to tu wychodzi absurdalnie krótko. Co prawda pakiet Ulimited ma ważność 30 dni więc może nie ma co się martwić, ale ten termin ważności wydał mi się podejrzany.

Well.. Na infolinii dowiedziałem się, że owszem, doładowanie przedłuża ważność, ale zmiana taryfy ją skraca. Więc gdybym zrobił pkt B przed pkt A to byłoby ok. a tak ok nie jest. I nie ma znaczenia, że kupiłem pakiet, który ma ważność 30 dni, bo on nie ma nic do ważności konta (arghhhh…) i teraz żebym mógł korzystać z wykupionego pakietu muszę zrobić kolejne, nawet minimalne doładowanie (za 5 zł 50 dni ważności). Niby nic, ale znowu czuję, że ktoś mi robi pod górkę. Spoko, nauczę się, ale też napisanie na stronie przy zmianie taryfy – ale eeeej, koleś, to skróci dramatycznie ważność Twojego konta nie jest aż tak trudne.

PS – O korzyściach z racjonalizowania wydatków czytajcie u Michała Szafrańskiego. W ogóle czytajcie Michała. W ogóle czytajcie;)

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu