Zauważyliście, że ostatnio dobrze nam się żyje? Otaczamy się mądrymi ludźmi, wszyscy myślimy podobnie, wyznajemy te same wartości. Oszołomy są gdzieś tam, daleko, ale cywilizacja trzyma się mocno, chroniąc się, chroniąc nas przed barbarzyńcami.

W zasadzie nie mamy poważnych zmartwień, nie znamy głodu, chłodu czy ubóstwa, z poważnych problemów przejmując się tylko tym, że ta czy owa reklama okazała się jednak manipulacją, a ten czy ów produkt jest wystarczająco wege. Cudowne czasy.

Przypuszczam, że to jeden z nieprzewidzianych efektów algorytmów socialmediowych. Pojęcie baniek czy bąbelków w social mediach nie jest niczym nowym – zjawisko już znane, opisane, zbadane i potwierdzone. Ponieważ lubimy mieć rację, otaczamy się ludźmi, którzy się z nami zgadzają, niezauważalnie separując od tych, którzy mają inne poglądy. Teraz zresztą dość łatwo przychodzi nam wykluczanie opinii i danych które są nam nie po myśli – dajemy unfollow i świat staje się znośniejszy.

Równocześnie słuchając tych, z którymi opiniami się zgadzamy, przyjmujemy ich narrację, i tych spoza naszego kręgu z łatwością nazywamy czarnogrodem, ciemnogrodem, baranami, idiotami, kłamcami, oszustami, manipulantami, hołotą, zdrajcami.

Kiedy ostatnio zerknąłeś poza swoją bańkę?

Absurdalny pomysł. Bolesny i trochę traumatyczny. To jak wyprawa do wnętrza ziemi, ekspedycja w najgęstszą dżunglę. I wierz mi, nie jesteś gotowy zderzyć się z tym co tam jest. Gdy nagle okazuje się że tych, którzy myślą inaczej nie jest wcale tak mało. Jest ich mnogo. Jest ich większość? Co więcej, zderzenie się z tym co mówią, jak mówią… a przy okazji są trochę stadem piranii, które atakują niezliczoną ilością wściekłych zębów, byle tylko polała się krew. A kiedy zaczyna się lać, szarpią by woda była od krwi szkarłatna…

I tak oto reagują ludzie na retwit ministra opinii szefowej programu informacyjnego o dziennikarzu…

Przykład pierwszy z brzegu. Niestety.

I wcale nie jestem pewien, czy my, po ten naszej stronie bąbelka, jesteśmy inni. Czy przypadkiem nie jest tak, że na pozór władamy z gracją wszystkimi „Ę, Ą”, a całkiem wewnątrz i w środku jesteśmy tylko innym obliczem tego samego plemienia. I to jest bardzo straszne.

To co nas wszystkich łączy, to jest niestety niechęć do i nieumiejętność rozmowy. Zdecydowanie zbyt łatwo przychodzi nam do głowy myśl „z nimi nie warto rozmawiać”, „oni i tak nie zrozumieją”, „jak grochem o ścianę”. Swoją drogą, my oczywiście jesteśmy otwarci na dialog i dyskusję, najlepiej na argumenty, bo przecież mamy argumenty. Co przerażające, to to, że rozmawiać nie chcemy po to, aby wyznaczyć sobie jakiś wspólny kierunek, ale po to, aby przekonać, aby rosnąć w siłę, aby móc głośniej krzyczeń i bardziej zajadle atakować.

Swoją drogą, ciekaw jestem czy gdyby tylko istniało narzędzie do „wykluczania” z życia realnego z taką łatwością jak robimy to w świecie wirtualnym powstrzymalibyśmy się przed tym…

Kiedy więc bańka pęknie…

…. a pęknie, zderzymy się z tym wszystkim, co dotychczas przed nami było skwapliwie ukrywane. Czeka nas zderzenie z rzeczywistością. Bolesne, brudne, cuchnące i upadlające wszystkich. Wydaje mi się nieuniknione. Wszystkich nas dotknie, wszystkich nas oznaczy. Taka będzie cena naszej dzisiejszej wygody. Bo jak nie zaczniemy rozmawiać pomimo różnić, to ktoś z zewnątrz rozegra te nasze spory i stanowiska z gracją i bez wysiłku.

I tak oto dołączyłem do łańcuszka drugie ogniwo.