4 - tyle minut czytania

Niemal dokładnie dwa lata temu, miesiąc po zakupie, nie tylko pytałem retorycznie czy Kindle jest lepszy od tabletu, ale wręcz udowadniałem, że tak jest. Czy po dwóch latach korzystania z czytnika coś się zmieniło? A może raczej co się zmieniło?

Czytnik nie sprawił, że zacząłem czytać książki (nie jestem aż takim gadżeciarzem, żeby gadżet zmieniał moje zachowanie…) ale zdecydowanie sprawił, że zacząłem książek czytać więcej i częściej. Nie sprawił na przykład, że zacząłem czytać w komunikacji miejskiej – zawsze czytałem, np trzy ceglaste tomy Millenium podczytywałem w tramwaju linii nr 2 w Krakowie. Ale czytnik daje dużo większą wygodę czytania w podróży. No i nikogo nie szturcham łokciem, ani nie dźgam książka przy próbie przewrócenia strony przy każdym ostrzejszym manewrze pana motorniczego.

Kindle symbolem wygody

Przez Kindle’a nie zacząłem kupować książek… ale znowu – kupuję ich dużo więcej, dużo częściej i dużo wygodniej. Wchodzę na publio, woblinka czy virtuallo, wybieram, klikam, płacę, ściągam, mam. Zajmuje mi to mniej więcej tyle czasu, ile kolegom czy koleżankom w pracy pójście na papierosa. Oni mają przerwę na zastrzyk nikotyny, a ja wydaję równowartość dwóch paczek na książki. Każdy ma taki nałóg, na jaki sobie zasłuży.

No i książki kupuję w promocjach. Wszystko przez światczytników.pl który dzień w dzień informuje gdzie jaka promocja na mnie czeka. Przez to kupuję czasem na zapas… I, wstyd się przyznać, nie do wszystkich zakupionych przez te dwa lata pozycji wróciłem. Zwyczajnie w międzyczasie pojawiło się wiele innych, równie lub bardziej ciekawych i wciągających, które zdążyłem kupić… I kolejny atut czytnika – niemal zawsze mam przy sobie całkiem pokaźną biblioteczkę, ponad 130 pozycji. To trochę tak, jakbym non stop tachał ze sobą prawie całą szafkę…

Ma to też niestety pewną wadę. Bo to nie jest tak, że wcześniej czytałem tylko jedną książkę na raz, ale teraz wszystkie książki, które czytam, mam zawsze przy sobie. I czasem trudno jest się zdecydować, którą wybrać. Ale przynajmniej nie ma problemu braku lektury, gdy czytana książka zbyt szybko się skończy…

Kindle służy do czytania

Czy nadal twierdzę, że Kindle jest lepszy od tabletu? To zależy do czego. Do czytania – absolutnie tak. Czyli do tego, do czego został stworzony;) Mam też wrażenie, że czytnik świetnie się sprawdza do poszerzania horyzontów, do poznawania nowych teorii i pomysłów. Na tablecie zwykle zderzam się z tym, co już znam. Nadal twierdzę, że tablet jest takim trochę multinarzędziem, któremu towarzyszy wiele „prawie tak, jak”. Można na nim oglądać filmy – prawie tak wygodnie jak na telewizorze. Można na nim pisać teksty, prawie tak wygodnie jak na komputerze. Można na nim grać w gry, prawie tak fajnie jak na konsoli. Można na nim czytać książki.. Nie, nie można.

Tablet nie do tego służy, tablet męczy oczy, bo Ci po oczach świeci (łagodnie rzecz ujmując). Tablet do czytania książek to zło. Nie rób tego, bo jeszcze pomyślisz, że na czytniku czyta się tak samo. Nie, to nie ten przypadek. I nie mów, że nie chcesz czytnika, bo nie wygodnie Ci się czyta z tabletu – no właśnie o to chodzi, że to zupełnie inna przyjemność. Mam wrażenie, że trzymając w ręku ipada nigdy nie zapominam że mam w ręku urządzenie. Trzymając w ręku kindle’a zapominam, że mam w ręku trochę plastiku, krzemu i pewnie czegoś jeszcze. Tak bardzo dobrze pomyślany jest interfejs, tak dobrze pisane są książki, że wciągają;-)

Kindle ma wadę

Kindle ma jedną wadę (z punktu widzenia gadżeciarza). Za dobry jest. Tzn mam urządzenie z przed dwóch lat i ono się nie psuje, a nowsze modele nie wprowadzają takiej zmiany technologicznej, żebym się na nie z wilczym apetytem rzucał. No niby można mieć lepszą rozdzielczość ekranu, ale to tak, jakby kupować książkę tylko dlatego, że ma bardziej fikuśną czcionkę. Niby jeden z modeli ma też fizyczne przyciski na obudowie… na cholerę mi jednak one, skoro gdy czytam palce mam raczej czyste, więc nie papram sobie ekranu pozostałością np. pałaszowanej czekolady… Nawet przy odrobinie dozy ostrożności, można kindle’a brać do kąpieli… Wychodzi na to, że jeśli naprawdę będę chciał nowy model, muszę zacząć czytać pod prysznicem…

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu