4 - tyle minut czytania

Historia jest absurdalnie krótka i dowodzi, że choć jestem centusiem z Krakowa, bywam też wydatkowo nierozsądny i impulsywny. Wszystko zaczęło się od linku podrzuconego przez Pawła. Nie było nawet jednego komentarza, było jedynie wrzucone – https://patronite.pl/maltreting; Od kliknięcia (bo zwykle wierzę Pawłowi i klikam w to co podeśle) do decyzji „wspieram” minęło niewiele czasu. Impuls, dobrze pomyślana nawigacja i już jestem chudszy o kilkanaście złotych. Sorry Maltreting, ale jeszcze nie zdecyduję się na najwyższy pakiet. Ale może jeszcze kiedyś, kto wie…

Nie chodzi więc o to jak to zrobiłem, ale dlaczego. Dlaczego z własnej nieprzymuszonej woli zdecydowałem się płacić za coś, co mogę mieć w zasadzie za darmo. Bo w Internecie wszystko jest za darmo 😉 Moją motywacją nie było także to, co autor obiecuje w swoim profilu… Nie to, że to nie są fajne rzeczy, ale… no nie dla mnie. Więc dlaczego?

<h2>Bo mogę</h2>

Nie chodzi nawet o to, że mnie stać. Bo to nie o wydatek tych kilkunastu złotych się rozbija. Internet daje możliwość błyskawicznego przekazywania drobnych kwot i zakupów (choć robienia zakupów przez Internet wciąż nie lubię). Jestem detalicznym użytkownikiem „się pomaga”, czy „Polak potrafi”. Od przedwczoraj także Patronite. Właśnie dlatego, że mogę. Że to nie wymusza wielkich formalności. Że to w zasadzie mikro płatności. Decyzja, klik i z głowy.

Jasne, to ma też złe strony. Takie mikro płatności dość łatwo się lekceważy i błyskawicznie można stracić nad nimi kontrolę. Tu aż się prosi wpis o tym, jak zupełnie inaczej traktujemy pieniądz który jest namacalny (bankot) i wirtualny. Jakże inne doświadczenie mamy płacąc gotówką a kartą… a już płatność zbliżeniowa to w ogóle kosmos. Inne ryzyko, to zostawianie namiarów na swoje środki może się skończyć smutno. I nie chodzi o to, że będzie to wynikało ze złej woli organizatorów czy administratorów, jedynie… im więcej płatności, tym większa szansa, że któryś z serwisów okaże się dziurawy lub nie tak bezpieczny jak bym zakładał. Rozwiązanie – karta z niewielkimi zasobami;)

<h2>Bo uważam, że warto płacić</h2>

Wierzę w to, że choć Internet oparty jest o dostęp do darmowej treści, to musimy wypracować model, w którym będziemy płacić Twórcom. Ten model który mamy obecnie, jest – śmiem twierdzić – nawet nie tyle nieskuteczny, co nieefektywny. Pisałem o tym, za co lubię adblocka i czego jeszcze się musimy nauczyć. I płacenie za treść jest punktem wyjścia. Niestety, tworzenie treści jakościowej i wartościowej wymaga wysiłku. Za darmo można co najwyżej kopiować, powielać.

Możemy się też godzić na reklamę, wszędobylską, która z kolei też prowadzi do tworzenia słabszej jakościowo treści (bo ludzie w masie wolą treści mniej wymagające). Taka konsekwencja dyktatu kliknięć… Więc może jednak warto zapłacić?;-) Tym bardziej, że płacę za muzykę, płace za seriale, płacę za domeny, płacę za serwer, płacę za dostęp do Internetu. Czemu mam nie zapłacić za treść? 

<h2>Bo to ważne.</h2>

Najważniejszy powód. To forma uznania i zaufania. Pisałem o wirtualnych walutach i one są bardzo fajne i prawie nic nie kosztujące, ale… Tak jak obraz robi lepiej od tysiąca słów, tak złotówka robi więcej niż tysiąc pochlebstw i komplementów. Jest wymierna. Jest konkretna. Jest bardzo miarodajnym wyrazem uznania. I można coś za nią kupić 😉

Tak jak wierzę w siłę „Dziękuję”, tak wierzę w siłę materialnego wsparcia. Z mojej perspektywy, niewiele jest równie cennych sygnałów dla osoby, która coś tworzy, jak sygnał – uważam, że to co robisz, jest tak dobre, że zapłacę za to swoimi pieniędzmi. Nie tylko czasem, nie tylko uwagą. Kasą. 

Dokładnie tak było w przypadku Maltretingu – najłatwiejsza z konkretnych form docenienia. I ułatwienie, bo podobno najtrudniejsza jest pierwsza sprzedaż. Potem powinno pójść z górki. Czego raz jeszcze Maltretingowi życzę;)