8 - tyle minut czytania

Ten tekst miał się zaczynać zupełnie inaczej. Miałem pisać o tym, że to smutne i straszne, że mało kto czyta. Że to trzeba zmienić. Że trzeba próbować ludzi przekonać do tego, aby po książki sięgali. Nie ja pierwszy to zauważam, nie ja pierwszy o tym piszę, nie ja pierwszy chciałem zachęcać do czytelnictwa. Tyle tylko, że im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej wychodziła mi teza dokładnie odwrotna od tej, której chciałem bronić.

Bo jeśli się nad tym zastanowić, z czytania książek wynikają same straty. Dlatego właśnie postanowiłem wskazać wszystko, co straciłem, czytając książki.

Tego wpisu możesz odsłuchać, bo autor lubi bawić się w radio

Czytanie książek to strata czasu

Niezależnie od tego, po jakie książki sięgniesz, czytanie ich zajmie Twój czas. Niezależnie od tego, czy czytasz szybko, czy wolno, to będzie trwało. Tego czasu Ci nikt nie odda. Nie poświęcisz go na nic innego. Na oglądanie filmów. Na granie w gry. Na spotkania ze znajomymi. Na seks. Na sen. Na Facebooka lub youtube’a. Ten czas nie wróci.

Spędzasz czas sam na sam, z jakąś historią. Nie możesz potem za bardzo o niej porozmawiać, bo nikt inny jej nie przeczytał. Więc jeśli chcesz ją przegadać, musisz czekać. Jeśli chcesz zachęcić innych do jej przeczytania, musisz im ją jakoś zarekomendować, przekonać, żeby po nią sięgnęli. No a powiedzmy to sobie otwarcie, przekonywanie innych do sięgania po coś, co jest tylko stratą czasu, też jest bez sensu. I po co było czytać?

I że niby zapamiętujemy to co czytaliśmy.. No nie, raczej nie. Wie to każdy, kto choć raz sięgnął po raz drugi po książkę, którą już kiedyś czytał. Może pamięta zarys, koncepcję, ale na pewno nie pamięta wszystkiego. A im więcej czyta, tym więcej zapomina… Czytanie to tracenie czasu na coś, z czego nie sposób skorzystać, czego się nie zapamiętuje i co trzeba będzie czytać jeszcze raz. Gdzie sens? Gdzie logika?

Czytanie książek to strata energii

Rzecz nie tylko w tym, że czyta się zwykle po nocach i potem rankiem trudno wstać. Chodzi o to, że czytanie to mimo wszystko pewien wysiłek. Oczywiście, są książki miłe, łatwe i przyjemne. Tylko nie lekceważmy tego, żę one są miłe, łatwe i przyjemne po to, aby z czasem sięgać po mniej miłe, mniej łatwe, mniej przyjemne. Jak z narkotykami. Każdy dealer wie, że trzeba dać coś, co zasmakuje, żeby zdobyć klienta. Tak samo jest z bibliotekarzami i pisarzami. Oni mają tajny plan zaproponowania czegoś co organizm łatwo przyjmie i czym nas zarażą i potem będziemy straceni.

Czytanie to nałóg. Jeśli się zacznie, nie sposób przestać. I sięga się po coraz mocniejszy towar. Książki niemiłe, niełatwe, nieprzyjemne zmuszają do myślenia. Nawet złe książki potrafią skłonić do myślenia. Potrafimy zapamiętać coś niepozornego, co potem nas tylko uwiera. Czytanie książek to strata komfortu i wygody. Po co przesadnie bodźcować mózg. On lubi być w trybie spoczynku.

Analizowanie, rozkminianie, rozwikływanie wątków, błądzenie, układanie fragmentów większej całości – absolutne nikomu niepotrzebne. Lepiej pooglądać jak rolnik szuka żony. Wtedy to rolnik się męczy, a nie my.

Czytanie książek to strata złudzeń

Sokrates miał powiedzieć – wiem, że nic nie wiem. I na tym mógł zakończyć. W niewiedzy jest piękno. Prostota. Jasność. Im mniej wiesz, tym szczęśliwszy jesteś, bo mniej rzeczy zaprząta Ci głowę. A książki z jednej strony robią Ci krzywdę, bo im więcej czytasz, tym więcej wiesz, tym mniej wiesz, tym więcej musisz czytać i… wracamy do punktu wyjścia.

Książki mogą podważyć Twój punkt widzenia. Zakwestionować go. Podrzucić argumenty, których nie obalisz i wtedy… cały Twój światopogląd może runąć… Chcesz bronić, musisz myśleć, musisz czytać. Jakbyś nie postawił nogi na tej niebezpiecznej ścieżce, żyłbyś szczęśliwszy. Nieświadomy. Przekonany o swojej nieomylności. To strasznie męczące jest. I zupełnie nikomu niepotrzebne. Władza nie lubi przesadnio ogarniętego społeczeństwa. Jest im ono zupełnie do niczego niepotrzebne.

Przewrotnie, czytanie książek to strata dziecięcej niewinności i wiary w to, że żyjemy w dobrym, przyjaznym nam świecie. Książki pozbawiają złudzeń.

Czytanie książek to strata spokoju ducha

Historia lubi się powtarzać. Dlatego niektórzy spisują historię, pokazują pewne przesłanki i wnioski, jakie mogą za nimi iść. Mogą pokazywać pewne symptomy, które powinny ludzi niepokoić. Zachęcają ludzi, do wyciągania wniosków. Do obserwowania świata. To unikania błędów, które już raz zostały popełnione.

Kto czyta książki, np. O tyranii. 20 lekcji z XX wieku, ten czuje się nieswojo. Niby napisana nie o nas, a o jakimś dziwnym kraju tysiące kilometrów od nas, a obserwacje jakieś takie nieprzyjemnie znajome. Co gorsza, książka dowodzi też, że trawa gdzie indziej wcale nie jest bardziej zielona i problemy, z którymi borykamy się tu i teraz, dzieją się także tam i teraz. Nie bardzo mamy gdzie uciekać.

Książki kwestionują nasz spokój. Potrafią obudzić lęki. Potrafią sprawić, że będziemy widzieć więcej, martwić się bardziej. I nadal nic z tym nie będziemy robić. Więc po co działać na własną szkodę.. no po co.

Czytanie książek to strata pieniędzy

Książki kosztują. I jeszcze tacy autorzy mówią, że nie można sobie książek kraść. Szafrański tak mówi. Gość napisał dobrą książkę. I jeszcze chce, żeby mu za nią płacić. Niby są biblioteki, ale to przecież niewygodne i trzeba oddawać, a oddawanie nigdy nie jest fajne. Niby są na książki promocje, ale to i tak wydatek.

I że niby jak się te książki kupi, to można je potem sprzedać? Po pierwsze, kto kupi, skoro w tym kraju mało kto czyta. Po drugie, nawet jeśli kupi, to taka przeczytana książka, to prawie zużyta, więc wartość traci i ktoś zapłaci mniej niż Ty, kiedy ją kupowałeś. I jeszcze w międzyczasie (tzn. w czasie, który straciłeś na jej czytanie) wyszły dziesiątki innych i Twoją sprzedać będzie trudno. Więc jak kupujesz książki, tracisz hajs. Bezpowrotnie. Nawet jeśli kupiłeś „jak zacząć zarabiać w weekend”.

Oczywiście traci się też pieniądze na półki, bo gdzieś trzeba te książki trzymać. Jakby komuś mogła przeszkadzać pusta, biała ściana.

Czytanie książek to strata… kilogramów

Nie chodzi mi o to, że książki sobie ważą i trzymając książki, niosąc książki, przewracając kartki w książce można jakoś szczególnie schudnąć. Nie nie.. chodzi o to, że książki potrafią zaszczepić dziwne idee i głupie pomysły. Na ten przykład możesz przeczytać o tym, jak ktoś chudł. I dlaczego chudł. I on to napisze w sposób tak ciekawy, że pomyślisz sobie – ale to głupie… spróbuję.

Od takiego próbowania bez większego wysiłku zgubiłem niedawno 4 kilogramy (bardzo chciałbym bezpowrotnie). I to wcale nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że zacząłem się zastanawiać nad tym, co jem i nagle okazało się, że mogę chcieć jeść inaczej niż dotychczas. I coś (weganizm) co pół roku temu wydawało się… pewnego rodzaju ciekawą fanaberią kolegi z pracy i czymś totalnie nie dla mnie, teraz w mojej głowie pojawia się w towarzystwie myśli… a w zasadzie, to czemu miałbym nie spróbować. Nawet trochę oszukując… I teraz to na mnie będą patrzeć jak na człowieka, który niepotrzebnie komplikuje sobie życie.

Czytanie książek to strata głowy

Czytanie wciąga. Czasem tak bardzo, że traci się kontakt z rzeczywistością. Tak bardzo, że przestaje się na rzeczywistość zwracać uwagę. Na gotujący się obiad. Na zbliżający się przystanek. Na porę, o której już dawno mieliśmy spać, bo jutro trzeba wcześnie się obudzić. Na tę rzecz, którą mieliśmy zrobić, tylko jakoś tak czasu nie starczyło, bo wiecie, rozumiecie, książka.

Następstwa czytania są szkodliwe.

Czytanie książek to strata zdrowia

Oczywiście najbardziej narażony na uszczerbek w związku z czytaniem jest nasz wzrok. Oczy się męczą śledząc te dziwne robaczki którymi zalane są wszystkie kartki każdej z książek. Oczy tego nie lubią, dlatego się psują. Ale także nasza psychika nie jest całkiem na książki uodporniona.

George W Higgins wymyślił jednostkę psychiczną określająca lęk przed wyjściem z domu bez książki. Nie ma nic bardziej strasznego niż Alogotransiphobia – podróży miejską komunikacją bez czegoś do czytania.. no chyba, że pająki. Jest także coś, co nam chyba nie grozi, czyli abibliofobia, czyli lęk przed tym, że nie będzie już nic do czytania. Ale to wtedy zaczniemy czytać od początku;-) Jedynym sposobem na uniknięcie problemów zdrowotnych związanych z czytaniem, jest nie czytanie. Co było do udowodnienia.

Tłuką nam do głów, że niby czytając książki coś się zyskuje. Pomówienia bracie, pomówienia. Więc uśmiecham się, gdy widze ludzi, którzy czytają książki. Ktoś pomyślałby, że cieszy mnie to, że ktoś jeszcze mimo wszystko czyta. Ja im zwyczajnie współczuję.

A Ty? Dlaczego czytasz? A jeśli nie czytasz, to… dlaczego? Chociaż jeśli nie czytasz, to raczej mało prawdopodobne jest, żebyś dotarł drogi czytelniki do tego miejsca w mojej opowieści.

No, to do przeczytania 😉 I jeszcze zostawię tu linkę do mojej czytelniczej spowiedzi.