5 - tyle minut czytania

Przedziwna sytuacja. Od kilku miesięcy chodzi za mną potrzeba aby kupić do domu ekspres do kawy. Wszystko zaczęło się kiedy przestałem pić kawę rozpuszczalną, do codziennych łask wrócił ekspres kolbowy, a ja zacząłem szukać kawy ziarnistej, która mi posmakuje.

Policzyłem sobie ile kosztuje kawa, zacząłem dowiadywać się czym jest robusta, czym arabica, doszło nawet do tego, że odpuściłem mleko i piję tylko małą czarną. Dla kogoś, kto zwykle pił napój mleczny z domieszką kawy, to dość radykalna zmiana. No i z tego eksperymentowania dowiedziałem się, że kawa ma smak i warto dobrej kawy szukać. Dowiedziałem się że nie lubię kawy kwaskowej i gorzkiej, ale nie przeszkadza mi wyrazistość smaku.

Moja kawa na codzień

Póki co znalazłem kawę Bristot (Tiziano lub Buongusto) – bardzo możliwe że jej nie znasz, bo raczej nie ma jej w znanych, lubianych i popularnych sklepach. Ja ją poznałem dlatego, że podpytałem w korposklepiku co to za ziarno do ekspresu sypią. I teraz do kawy Bristot ludzi zachęcam i przekonuję (i już dwa zaprzyjaźnione gospodarstwa domowe przekonałem).

Przygotowanie kawy w ekspresie kolbowym to żadna wielka filozofia – zmielić, wsypać do kolby, posprzątać to co się rozsypało, zaparzyć kawę, wyczyścić kolbę, podgrzać wodę aby móc spienić mleko, spienić mleko, zmieszać kawę z mlekiem (tak, wiem w tym miejscu wszyscy poważni kawiarze dyskretnie przewracają oczami). Kiedy robię kawę dla kogoś i dla siebie, robię to wszystko razy dwa, albo i więcej. Czyli niby nic wielkiego, ale to zajmuje czas, uwagę i jestem też niechętnie zastępowany. Lubię być trudny do zastąpienia, ale są chyba prostsze rozwiązania.

Poszukiwania ekspresu do kawy

Są automatyczne ekspresy ciśnieniowe do użytku domowego. Tak! Taki właśnie chcę. Ale który? No jak to który. Dobry. Czyli że jaki?

Znaczenie ma producent, znaczenie ma jakość wykonania, znaczenie ma młynek, znaczenie ma czyszczenie, znaczenie ma spieniecz mleka, znaczenie ma to gdzie się ziarenka sypie i wodę wlewa, znaczenie mają funkcje, znaczenie ma też cena i… nie jestem w stanie wybrać. Co gorsza, nie jestem w stanie wejść w temat – zrobić rozpoznania, znaleźć produkt idealny albo pożądany, zapłakać nad tym ile kosztuje, zebrać się w sobie, zapiąć pasy, pieniądze wysupłać i cieszyć się kawą. Zbyt wiele parametrów i za mało o tym wiem. I dość mało póki co znalazłem źródeł wiedzy, tzn każda sroczka swój ogonek chwali, ale to wcale decyzji nie ułatwia.

Plan jest taki, żeby to był sprzęt na lata, więc cena choć istotna, nie będzie kluczowa. Wyzwaniem jest nie tyle to, jaki ekspres będzie najlepszy, ale jak się pilnować żeby się nie naciąć. Równocześnie nie znalazłem trafiającego do mnie źródła wiedzy o ekspresach, ani na blogach, ani w porównywarkach sklepów. Jest dużo teorii „o ekspresach”, ale bez sensownej podpowiedzi / wskazania i rekomendacji. W porównywarkach opinii jest albo mało, albo są niestety mało pomocne, w związku z tym trudno mi się o nie oprzeć.

I co teraz, jak żyć 😉

Pozostaje chyba pójście do sklepu stacjonarnego i posłuchanie sprzedawcy (ryzykowne i obarczone podejrzeniem dość interesownej subiektywności), pooglądanie i pomacanie sprzętu tam wystawionego, a następnie weryfikacja kosztu i dostępności w sieci (nawet jeśli w sieci zakupów robić nie lubię). Może się jednak okazać, że zachcianka ekspresowa jest zbyt mała, skoro wciąż nie znalazłem czasu aby do sklepu się wybrać i swojego faworyta utrafić. Trzeba wyjść z impasu.

Przedziwna myśl jest również taka, że gdybym się na jakiś ekspres zdecydował, to już dawno bym z niego korzystał, a tak zakup wciąż przede mną. Czyli czekamy, aż stary dobry kolbowiec padnie i nie będzie wyjścia, albo jednak ktoś się zlituje i podpowie. Wiesz jaki ekspres wybrać? Bądź tak dobry / dobra i podpowiedz. Nie obiecam, że na podpowiadacza czeka wysoka nagroda, ale w najgorszym razie czekać będzie na Ciebie dobra kawa i uznanie moich domowników i tych, których kawą będę częstował, bo zawsze wtedy wspomnę o Tobie ;-).

A oto moja ukochana piosenka o kawie:

Z zupełnie innej beczki

I jeszcze jedna rzecz – nie było mi łatwo zabrać się za dzisiejszy wpis. Trochę dlatego że bałem się kwietnia, trochę dlatego że dzień intensywny, trochę dlatego że jest ciut obok głównych pomysłów na „dziennik” i nie jest o tym,  że próbuję, testuję, zmieniam się.

Ale on też jest dla mnie ważny z dwóch powodów. Po pierwsze pokazuje, że codzienne blogowanie nie jest dla mnie bułką z masłem a że nie biorę żadnych wspomagaczy, to ten wysiłek powinienem polubić i muszę wciąż siebie pilnować. To jest o tyle dobra wiadomość, że pisanie jest dowodem mojej determinacji a nie urojenia wynikającego z porannych pobudek lub tym podobnych. Czyli zależy ode mnie, od tego czy chcę, czy nie, a nie z haju i zachłyśnięcia się nowym podejściem.

Po drugie pokazuje Tobie drogi czytelniku, czytelniczko, że nie będę pisał tylko o tym jakie są efekty zmieniania się. Czasem potrzebna jest mi przerwa, czasem potrzebny jest kontrast, i właśnie wtedy zamierzam sięgać po moje zmagania z rzeczywistością.

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu