1 - tyle minut czytania

Bo nie jestem dość cierpliwy. Bo kiedy decyduję się na jakiś zakup, na wydanie pieniędzy, to nie chcę czekać na to, aż to co kupiłem, do mnie dotrze.

Wolę pójść do sklepu, znaleźć to, co mnie interesuje, pomacać (nie mówimy o żywności – tam obowiązuje zasada towar macany należy do macanta), powybrzydzać, pokontemplować… Przejść się w jedną, w drugą stronę, sprawdzić alternatywy i zamienniki, wreszcie dokonać wyboru, podejść do kasy, zapłacić i móc korzystać „od razu”. Bez zbędnej zwłoki.

Co gorsza, nie umiem sobie wyobrazić kupowania książki on-line (no chyba, że ebooka). Chyba jestem dotknięty jakimś fetyszem książek.mprzed zakupem sprawdzam, czy nie ma jkichś skaz, rys na okładce, zagiętych czy zabrudzonych stron i nigdy, przenigdy nie wezmę książki pierwszej z brzegu. Taki dziwak ze mnie. Tak, zdarzyło mi się nie wziąść książki wcale, bo coś mi w niej nie odpowiadało… Pomyślałem: „zaczekam, dowiozą bez uszczerbku i wtedy kupię”… I tak też zrobiłem. 🙂

Przez długi czas opierałem się zakupom on- line. Nie czuję tego, ale ostatnio postanowiłem spróbować. Kupiłem w sieci słuchawki. Obsługa w esklepie bez zastrzeżeń, ale irytuje mnie to, że kupiłem je i zapłaciłem za nie (słuchawki znaczy) już w środę, a będę je miał w rękach dopiero w najbliższy wtorek. To jest dopiero szkoła cierpliwości…

Choć swoją drogą, na sofę kupowaną jak najbardziej tradycyjnie czekaliśmy prawie trzy miesiące.. Ale za to jak wygodnie się teraz ogląda telewizję… Szkoda tylko, że w telewizji jest niewiele do ogladania…