4 - tyle minut czytania

Jeśli powiem, że lubię liczby paru czytelników, którzy mnie znają uśmiechnie by się znacząco pod nosem. Uznają uwagę za niedopowiedzenie, a ja ich reakcję uznaję za komplement. Dziwny to komplement, choć dla mnie bardzo cenny.

Lubię liczby, bo pozwalają zilustrować świat, który próbuję zrozumieć i to w sposób, który powinien być dość łatwy do przekazania dalej. Liczby nie kłamią. Ale równocześnie, liczby są bardzo niedoskonałe i dość dyskretne* (w bardzo matematycznym rozumieniu tego słowa). Liczby upraszczają świat… choć nie kłamią, to nie mówią wszystkiego i nie można im całkiem zaufać.

Chyba nie jestem jedynym, który w liczby wierzy. Wszędzie wokół świat w liczbach przedstawiamy. W słupkach, w tabelkach, w kółeczkach. Opieramy się o liczby i bardzo się do nich przywiązujemy. Przy czym chyba zapominamy, że liczby nas ograniczają.

Liczby odwracają uwagę

Rzut oka na siebie. Niezależnie od tego, czy mówię o pracy, czy mówię o Niecodziennym, statystyki są jedną z rzeczy do których jestem przywiązany, żeby nie powiedzieć uzależniony.  Jedną z pierwszych zakładek które odpalam w przeglądarce jest Google Analytics, jedną z pierwszych rzeczy na którą patrze kiedy wchodzę do panelu bloga jest widget statystyk. Robię tak od zawsze i… i coraz bardziej czuję, że robie to źle. 

Po pierwsze, to kradnie czas i uwagę. Zupełnie niepotrzebnie. Te cyferki, te słupki, te statystyki nie zmieniają się tak często, żeby musieć co chwilę sprawdzać „a teraz”. I godzinę później „a teraz”. I jeszcze godzinę później „a teraz”. Teraz żebyśmy mieli co do tego jasność, godzina to eufemizm. Zwykle to jest odruch niemal bezwarunkowy, prawie tak samo bezwiedny jak Twoje zerkanie na ekran telefonu, która godzina. Tak, chyba jestem cyferkowym ćpunem i czas coś z tym zrobić. Czy ktoś wie o jakimś klubie anonimowych statystykoholików? Może powinienem założyć…

Po drugie, z tego mojego patrzenia prawie nic nie wynika. Jasne, mogę czasem przyszpanować w towarzystwie że wiem bez podglądania ile wynosi jakaś tam wartość jakiegoś tam parametru w jakimś tam zadanym czasie, ale poza krótkim momentem „no stary, szac” nic to nie zmienia, niewiele daje. A w domyśle „szac” całkiem spokojnie może być też „nie masz na co czasu i zasobów tracić?”. To jest zasadne, bardzo zasadne pytanie. 

Liczby nie mówią wszystkiego

Po trzecie, pytanie ile z tych tabelków rozumiem i ile potrafię wyciągać wniosków. Czy aby na pewno, wiem na co patrzę? Czy aby na pewno wiem, czego szukać? I czy potrafię przekuć to na zasadne działanie. Czy w ogóle wiemy, czego tam szukać i co te liczby znaczą? Pewnie niektórzy wiedzą, ale ilu ich jest.. i gdzie oni są?;)

Po czwarte, liczby mówią jak było dotychczas i jak jest teraz. Absolutnie nie mówią, jak będzie. Można szacować, estymować, ale… trzeba patrzeć poza liczby. Cyferki mówią, że jeśli dotychczas przeprowadziłeś takie działanie, miałeś taki efekt. Inne działanie – inny efekt. Ale nie mówią do końca gdzie z tym dalej iść. Mogą powiedzieć gdzie nie iść, co nie działa (co dotychczas nie działało). Ale przyszłości nie przewidzą.

Po piąte, statystyka upraszcza i uogólnia. Śmiem twierdzić, że ciężko wyciągać wnioski, ciężko prowadzić obserwacje z samej tylko statystyki. Aby zrozumieć, trzeba zobaczyć. Kiedyś nie mieliśmy narzędzi do tego, aby oglądać (a przyznajmy to sami sobie, lubimy sobie popatrzeć;-) ). Ja więcej swoich błędów na niecodziennym zrozumiałem z jednego czy drugiego nagrania przez HotJar (ale z tym też nie wolno przegiąć), niż ze ślipienia w wordpressowy Jetpack.

Co z tym zrobię?

Ten pomysł towarzyszy mi od samego początku „Resetu”. Spróbuję odpuścić gapienie się w statystyki. No przecież, że nie zaniecham wszystkiego i nie zaniecham od razu, ale… na blogu wyłączę podgląd (i będę się pilnował) i spróbuję podglądać rzadziej. Raz w tygodniu? Będzie ciężko. Ale… challenge accepted.

Czas się wziąć za naukę tego paskudztwa. Ale taką konkretniejszą. Może rankami… są materiały od google… trzeba by poszukać blogów w tym obszarze. Trzeba gromadzić wiedzę i spostrzeżenia, bo liczby fajne są. Tylko nie wolno mi im pozwolić na odwracanie mojej uwagi.

A w temacie odwracania uwagi – obejrzycie sobie cały pokaz Lennarta Greena. Jak dla mnie mistrzostwo świata i okolic.