2 - tyle minut czytania

Scenka rodzajowa w całkiem zwyczajnym domku na przedmieściach małego miasta w Australii, wyróżniająca się nadmierną ilością dialogów i wymownej ciszy. A zaczęło się całkiem niewinnie…

– Wkładając buty, sprawdźcie, czy nie ma tam pająków.
– Pająków?
– Tak, pająków. Uważajcie zwłaszcza na te, które nazywamy „redback”.
– Redback?
– Tak, to te z czerwonym paskiem na grzbiecie.

Czerwony pasek na grzbiecie. Nie należy pytać o więcej, prawda?

– A czemu mamy na nie uważać?
– Są trujące.
– Trujące?
– Trujące.

Wspomniana chwila wymownej ciszy..

– ale trujące tak trochę czy…?
– Całkiem poważnie. Śmiertelnie.
– A one są duże, te pająki?
– Nie, nie bardzo, mniej więcej wielkości paznokcia.
– Ale one są tu raczej rzadko widziane?
– Są całkiem popularne, na pewno mamy kilkanaście w ogródku. Chcesz poszukać?

W ogródku. 4 m2 bez kępki trawy. Naprawdę ciężko cokolwiek przeoczyć.

– Ale to mamy się nimi przejmować, ta kreska na grzebiecie jest duża?
– W ogóle się nie przejmuj. Nawet ich nie zauważysz.

Chwila poświęcona na kontemplacje i jeszcze odrobinę wymownego milczenia.

– Ale… na tę ich truciznę jest jakaś odtrutka?
– Nie. Jak Cię użre, to nie ma rady.
– …. a ile czasu od ukąszenia do objawów?
– 20 minut. Mniej więcej.
– ….
– Ale spokojnie, dorosły co najwyżej konkretnie zachoruje.
– Aha… na długo?
– Tak na tydzień. Mniej więcej. Ale naprawdę się nie przejmuj.
– Nie przejmuj się?
– No tak, one naprawdę niewiele osób zabiły. Poza tym, jest tyle rzeczy, których się trzeba bać, że Redback nie jest warty zachodu.
– To czego np. powinienem się bać?
– Choćby tego, że Cię potrąci samochód.

Proste? Proste.

A jednak czuję się nieco mniej komfortowo;)

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu