4 - tyle minut czytania

O tym filmie wielu z Was być może słyszało, wielu z Was go być może już widziało. Ta notka jest dla tych, którzy nie mieli tej sposobności i nie wiedzą co tracą. A absolutnie powinni ten film zobaczyć. Wszyscy. Nie tylko dlatego, że w dość brutalny sposób tłumaczy czym są ratingi i jaki maja wpływ na nasze życie.

Ostatnimi czasy niestety do kina wybieram się rzadziej. Po trosze dlatego, że brak okazji, po trosze dlatego, że brak jakiejś wielkiej determinacji do tego, żeby akurat do kina się wybrać. I zawsze niestety towarzyszy temu obawa, na jakie towarzystwo w kinie się trafi (i tak, wiem, trzeba chodzić do kin studyjnych, na filmy niszowe wtedy wszystko jest super – wybaczcie, to nie całkiem moja bajka). Ale też czasem są tytuły, przy których coś w człowieku drgnie.

Tak się sprawa miała z Big Short. Przede wszystkim dlatego, że czytałem książkę, na podstawie której film został nakręcony (tu o niej pisałem) i nie wierzyłem w to, że to się może udać. Nie chodzi o to, że temat nie jest ciekawy – bo jest ogromnie – ale o ile jeszcze można ciekawie pisać o dość zagmatwanych mechanizmach giełdowych, o tyle zrobić o tym film – wyzwanie to mało powiedziane. Raczej wyłania się z tego karkołomna próba, która z góry skazana jest na porażkę. Bo wiecie, Wilk z Wall Street jest super, ale tam jest więcej o oszuście, niż o tym jak oszukiwał. Wszyscy wiemy że wiedział jak sprzedawać, ale tego na czym polegały jego przekręty… w to już nikt nie wchodził. A tu, trzeba zrozumieć czym jest granie „na krótką”, trzeba ogarnąć rynek kredytów subprime, trzeba zrozumieć jak na wszystko wpływają ratingi, jak można zarabiać na załamującej się giełdzie i czym na boga są narzędzia do ubezpieczenia niezrozumiałych transakcji. I wreszcie, jak to możliwe, że kiedy liczba nie spłacanych kredytów w Ameryce wzrośnie z 4% do 8%, to będziemy mieli globalną finansową pandemię…

Inna rzecz, że ten film, całą tę historię oglądalibyśmy z zupełnie innej perspektywy na początku 2007 roku. Dlaczego? Ponieważ teraz to, co oglądamy jest paradokumentem. Jest oparte na faktach, ale my znamy te fakty. Przynajmniej większość z nas zna. Rozczulił mnie komentarz znaleziony dziś w sieci, że „zakończenie tego filmu zdradza każda recenzja”. Hekhem, zakończenie tego filmu zdradziło życie. To nie jest fikcja, to się zadziało naprawdę. Wiemy co się wydarzyło, po części poczuliśmy falę kryzysu, choć u nas mieliśmy rzeczywistość zielonej wyspy. Widzieliśmy upadające banki i zwariowaną giełdę. Ale warto pamiętać o jednym – w 2007 roku wszystko co opowiadają Michael Lewis i Adam McKay brzmi jak science fiction. To historia kilku szaleńców, którzy postanowili potracić pieniądze swoich inwestorów. To historia ludzi, którzy zagrali przeciw gospodarce Ameryki, i to wtedy, gdy rynek mieszkaniowy wydaje się stabilny jak nigdy, gospodarka hula jak należy, ludzie żyją jak królowie, kasa się leje szerokim strumieniem. Co może pójść nie tak? Że niby ludzie przestaną spłacać kredyty? Mieszkaniowe? Przecież muszą gdzieś mieszkać…

To film nie tylko o giełdzie i o kryzysie. To film także o ludziach. O tych, którzy wiedzą i wierzą w to, co wiedzą. To film także o tym, ile może kosztować ta wiara. To film o tym, że warto patrzyć szerzej i rozumieć trochę więcej. Ale również że czasem nie mamy absolutnie wpływu na to, co się stanie, bo ktoś inny nie pomyśli. Bo ktoś inny przeszarżuje. Bo ktoś inny źle policzy, albo nie policzy. Bo ktoś inny weźmie Twoje pieniądze i włoży je w jakieś narzędzie, które nie do końca wiadomo jak działa. Bo ktoś się złapie na zasiłek albo zechce sprawić, żeby bogaci byli wszyscy… Bo ktoś bez pojęcia o gospodarce zacznie się gospodarką bawić, a kiedy ktoś zacznie pytać o sens i logikę, zacznie odpowiadać o tym, że mechanizmy mikroekonomii nie mają racji bytu w świecie makroekonomii.. i nagle zrobiło się politycznie. Nie, to nie jest film o Polsce AD 2016 i życzmy sobie aby nie był to film proroczy…

To także film o tym, na czyj koszt toczy się ta cała impreza i komu zostanie wystawiony rachunek.

Warto ten film zobaczyć, choć to nie jest kino familijne, ani miła, łatwa opowiastka na wieczór. To film, który trzeba śledzić uważnie – jak stwierdził jeden ze wspóoglądaczy, przez cały film w człowieku drzemie trwoga, że jak odwróci wzrok na chwilę, to straci coś ważnego i nie zrozumie dalszego wywodu autorów… No nikt nie obiecywał, że będzie lekko 😃

Ten film na pewno chcą zobaczyć osoby z wykształceniem ekonomicznym – oni zapewne zrozumieją z niego najwięcej. Ten film powinni zobaczyć ludzie ciekawi świata, którzy chcą zrozumieć jak świat działa. Ten film powinni zobaczyć absolutnie wszyscy, nawet Ci których to nic a nich nie obchodzi i nie interesuje, bo powinno. Bo jest w ich interesie, aby zrozumieć. I w naszym swoją drogą też.

Dla przyzwoitości dodam – aktorsko, realizacyjnie, montażowo, muzycznie – rewelacja.

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu