6 - tyle minut czytania

Ludzie robią wiele, aby zdobyć Twoje zaufanie. Marki za wszelką cenę chcą stać się tymi, którym zaufasz, albo przynajmniej za godną zaufania będziesz ją postrzegał. Lubimy móc zaufać, otworzyć się, znaleźć punkt oparcia w codzienności. Zastanawiałeś się kiedyś czy albo na ile ufasz sobie? Na ile możesz na sobie polegać?

Od początku tego roku powracającym motywem mojej codzienności jest mniej. Niestety, nie jest to mniej kupowania czy posiadania (abym mógł wreszcie rozsmakować się w trendzie minimalizmu, który mnie kusi). Mniej czytam, mniej piszę, mniej rysuję. Mniej niż bym chciał. Prawie wcale. Co ciekawe, to wcale nie znaczy, że mam na to wszystko mniej czasu, jedynie co innego mój czas wypełnia.

Pojawiło się też dużo nowego – nowe miasto, nowe mieszkanie, nowi ludzie, nowa praca. Powrót do codziennej pracy oznacza też potrzebę innego zarządzania energią i odpoczynkiem. Są więc tematy, których pilnuję bardziej (o czym wkrótce napiszę) i tematy, które trochę przy okazji obrywają – jak wspomniane czytanie, pisanie, rysowanie.

Nie pierwszy raz

Znam siebie na tyle dobrze, że wiem, że wrócę do wszystkiego, co wymieniłem. Nie dlatego, że muszę wrócić, nawet nie dlatego, że wrócić wypada. Najważniejsze jest dla mnie to, że chcę, lubię i nie umiem inaczej. To co dla mnie ważne, wróci. Muszę tylko wykazać się odrobiną cierpliwości.

Podobnie było z porannym wstawaniem i medytacją, o której pisałem w zeszłym roku. Wtedy pisałem, że to fajne, że to ważne, że to dużo daje i… mimo że to wszystko prawda, wcześnie wstawać przestałem.

Już nawet nie pamietam, czy to była kwestia czegoś, co mnie z rytmu poranka wytrącało, czy jedynie zabrakło determinacji, pozytywnego zakręcenia.. nie wiem. Wiem natomiast, że mi tych poranków brakowało. Przez jakiś czas to była jedynie niewygodna myśl, która trochę uwierała. Z czasem obudziła się we mnie potrzeba. Sam powrót był łatwiejszy, niż się spodziewałem. Znowu wcześnie wstaję, znowu mam czas dla siebie, znowu mam inną energię.

Mogłem wyrzucać sobie to, że odpuściłem i kopać się za to po kostkach, a trzeba było zaczekać. Teraz jest we mnie więcej pokory wobec zapewnień „od teraz tak już będzie zawsze” ale i więcej frajdy z tego, że kolejny dzień zaczynam tak jak chcę.

Może zatem nie zawsze trzeba się ganić?

Ufam sobie od zawsze?

Wydaje mi się, że nie. Zresztą daleki jestem od tego, żeby powiedzieć, że teraz ufam sobie bezgranicznie, ale robię w tej materii postępy. Do tej pory, niemal każdy założony, a niedotrzymany plan wiązał się z… może nie tyle samobiczowaniem, ile przyznaniem się, do kolejnej małej czy dużej porażki. Z tego przyznania się wiele nie wynikało. Była obserwacja, nie było za bardzo refleksji. Co ważniejsze, nie było też działania, które mogłoby przynieść poprawę.

Wszystko zatem mogłem skwitować „taki już jestem” i z dość posępną miną przyznać się (sam przed sobą, bo przecież nie przed światem) do małej osobistej porażki. Jedynym efektem były wirtualne siniaki na psychice.

Coś mi się jednak wydaje, że nie tędy droga, dlatego próbuję inaczej. Zamiast wypominać sobie wszystkie niedociągnięcia i skupiać się na tym, co wymaga ojojania (bo przecież nie działania), mówię sobie – spokojnie, to przejściowe.

Próbuj kolejny raz, podejmuj kolejne próby

Kto czyta lub słucha Freakonomics mógł spotkać się z „the upside of quitting” czyli spostrzeżeniem, że czasem zamiast trwać w jakimś postanowieniu czy działaniu i ponosić związane z nim koszty (często nie mając gwarancji sukcesu), powinniśmy rozważyć przerzucenie wszystkich zasobów na zupełnie inny front. Uparcie trwając w jakimś działaniu, które efektów nie daje, odbieramy sobie szansę robienia czegoś, co będzie bardziej satysfakcjonujące, a może nawet ciut łatwiejsze czy przyjemniejsze.

Ja z kolei chcę zachęcić do czegoś innego. Jeżeli jest coś, na czym Ci zależy, co wewnętrznie czujesz, odzywa się wewnętrzną potrzeba – słuchaj jej. Nawet jeśli poprzednim razem sięgając po to coś sparzyłeś się. Nawet jeśli poprzednim razem się nie udało tego zdobyć lub utrzymać. Nawet jeśli poprzednim razem czegoś zabrakło. Ba, nawet jeśli obiecywałeś sobie, że już nigdy więcej tego nie zrobisz. Dlaczego?

To, co było dowodzi tylko tego, co było. Oczywiście, każda kolejna niepomyślna (żeby nie napisać nieudana) próba może odbierać trochę wiary w powodzenie, ale… aby móc mówić o powodzeniu, trzeba myśleć o próbowaniu. Bez próbowania nie uda się na pewno. Próbując, udać się może. Nie musi, ale może. Mała wielka różnica;-)

A to nie wszystko. Z każdym kolejnym podejściem wiesz więcej. Umiesz i rozumiesz więcej niż umiałeś podczas poprzedniej próby. W najgorszym razie, wcześniej nie znaleś smaku porażki, nie wiedziałeś co Cię pokonało. Kolejne próby to nie tylko polowanie na czarnego łabędzia. To także nauka.

Co robisz, gdy czegoś nie umiesz?

Kiedy przychodzi nam się mierzyć z materią nieznaną, możemy uznać że „tego nie umiem i nigdy się tego nie nauczę” lub powiedzieć „tego jeszcze nie umiem”. „Jeszcze” robi różnicę. Nie wstyd nie umieć. Nie wstyd się potykać i popełniać błędy. Wstyd nie próbować. Wstyd odpuszczać, bez spróbowania.

Jeszcze – słowo wytrych. Słowo stroiciel (a jak już pisałem, warto się właściwie stroić, bo od tego wiele zależy). Jeszcze, daje perspektywę i pokazuję wolę. Nie jest wymówką, jest raczej obietnicą (a obietnic trzeba dotrzymywać). Jeszcze oznacza wysiłek. Warto w słowach i myślach zostawiać miejsce na „jeszcze” i doskonalić się. Fajnie jest umieć więcej, rozumieć więcej, być coraz lepszym. Choć im więcej wiesz, tym więcej masz do nauki. Żeby nie było za łatwo;-)

Dowód zaufania

Nawet na notka jest dowodem na to, że chcę i będę robił rzeczy na których mi zależy. Że znajdę czas na to, na czym mi zależy. Że nawet po dłuższej chwili ciszy lub bezczynności, wewnętrzny imperatyw podpowie – no piszże (bo to wciąż krakowski głos). Nawet jeśli pisanie zajmie mi dłużej niż bym chciał i niż zająć powinno. Nawet jeśli notka będzie pisana po kilka zdań dziennie w oczekiwaniu na sok w „Juice Drinkers”. Znajdę czas, znajdę słowa, napiszę, opublikuję. A Ty drogi czytelniku otrzymasz dowód;)

To nie jest cudowne remedium. To nie jest odpowiedź na wszystkie bolączki. To pierwsza jaskółka, której będę się trzymał. Rzeczy nie dzieją się same. Są efektem działania, a do działania potrzeba chęci. Chęć wynika z człowieka, o ile da sobie trochę czasu i uzna, co dla niego ważne. Równocześnie, to z perspektywy czasu można ocenić na ile warto sobie ufać. I jak dużego kredytu zaufania należy sobie udzielać.

A Ty, jak bardzo sobie ufasz?