5 - tyle minut czytania

Dzisiejszy wpis, to będzie stąpanie po cienkim lodzie… Kto wie, może trzeba będzie się z pewnych słów wycofać, coś odszczekać, coś wypluć, a jeszcze coś zamazać…

Co jest najistotniejsze we współczesnej sieci? No jak to co.. najistotniejsze jest to, kto ma większego. To znaczy większą. To znaczy, kto ma więcej. A najważniejsze jest, kto ma więcej odsłon, odwiedzin, komentarzy i transfer. Mając więcej użytkowników stajesz się wyraźniejszy dla reklamodawców (działa to mniej więcej tak, łykanie Rutinoscorbinu Każdy użytkownik traci swoją twarz, gust i sens, za to staje się bardzo wymierną kwotą. W zależności od tego jaki jest, tyle kosztuje – więcej warta jest kobieta w okolicy 30stki, niż facet w okolicy 30. W ogóle kobieta to idealny target, bo kobieta więcej kupuje – a na pewno kupuje szybciej i mniej się nad zakupem zastanawia (nie, to nie jest seksizm ani szowinizm, tak to działa – wersja dla Was piękne panie – to Wy podejmujecie najważniejsze konsumenckie decyzje…).

Sposoby na wzrost

Pytanie brzmi, co zrobić, żeby mieć dużo użytkowników. Są trzy sposoby:

  1. mieć bardzo dużo czasu, mieć coś do powiedzenia, mieć dość zapału i mieć chęć do pracy aby treścią, regularnością, stylem zachwycić odbiorcę, który doceni to co piszemy.
  2. mieć bardzo dużo pieniędzy na to, aby przyciągnąć użytkowników do siebie – do tego trzeba mieć bardzo dużo kasy. Ale też zarabia się znacznie szybciej.
  3. być znanym, podziwianym, rozpoznawalnym – mieć nazwisko dzięki swojej twórczości lub dzięki występom w tradycyjnych mediach, najlepiej w telewizji… tak w sumie, to w XXI wieku tylko telewizja się liczy.

Wersja ‚a’ jest trudna, męcząca i niekoniecznie skuteczna. Przede wszystkim trzeba mieć coś do powiedzenia i trzeba umieć to powiedzieć. Trzeba trafić z tym do ludzi i ludzie muszą chcieć czytać / słuchać / odbierać. Same problemy, więc udaje się nielicznym. Co gorsza, to że coś sobą reprezentujemy, nie oznacza wcale, że „lud to kupi”. Niestety, lud lubi to, co ładne i nieskomplikowane. Właśnie dlatego lud kocha Fakt i SuperEkspress.. lud jest niewybredny – miejmy tego świadomość.

Wersja ‚c’ jest trudna – w końcu trzeba mieć już wyrobione nazwisko, choć wiele jest przykładów na to, że do tego aby być pupilem telewizji nie trzeba mieć nic do powiedzenia.

Wersja ‚b’… Dużo kasy wydanej na reklamę, tylko po to, aby ściągnąć ludzi do siebie. I tu znowu wchodzi kalkulacja – kwota X za rządek dusz, który w czasie T przyprowadzi na nasze konto kwotę Y. Jeśli w rozsądnym czasie T zachodzi zależność Y > X, to wszystko gra. Jeśli nie… to Houston mamy problem.

Reklama odpowiedzią na wszystko

Z tą reklamą też nie jest wcale tak prosto. Bo reklama ma albo tworzyć w społeczeństwie potrzebę konsumencką, albo dawać odpowiedź na taką potrzebę. Aspekt pierwszy jest twórczy i wymaga od nas kreatywności. Aspekt drugi, wymaga od nas kreatywności, ale też umiejętności przewidzenia czego będą szukać ludzie i gdzie tego będą szukać. Naszym zadaniem jest takie działanie, aby szukali tego, co my chcemy im dać. I – co jeszcze ważniejsze – znajdowali to, co my mamy im do powiedzenia.

Wersja profi i kultur jest taka, że robimy wszystko jak Bóg przykazał, zwracamy uwagę na etykę i nie korci nas (albo nie korci nas prawie wcale) ciemna strona mocny. Wersja skuteczna jest taka, że spamujemy na potęgę, wykorzystując do tego wszelkie możliwe mechanizmy pozycjonerskie, które sprawiają, że to właśnie nasza strona jest uwielbiana przez Google’a czy inną wyszukiwarkę, i jako pierwsza zgarnia cała masę ruchu. I nareszcie dochodzimy do tego, co sygnalizowałem we wpisie…

Za dobre się płaci

Rzeczy dobre kosztują. Kosztuje dobra fotografia, dobry film, dobra książka. Kosztuje dobry telefon, i dobra wyżerka. Kosztuje dobry film i dobre skarpetki też kosztują. Złe też można kupić, ale ich najważniejszą cecha jest to, że są tanie (jak ktoś kupuje drogo i źle, to jest mi przykro, współczuje i w ogóle… trzymaj się stary). A mimo to, dobrych skarpetek jest mniej, niż złych. Podobnie jest z filmami, telefonami i jedzeniem. I to samo jest w sieci – znacznie prościej jest spłodzić kiepski tekst, niż dobry tekst. Mało tego – są już mechanizmy, które potrafią z podrzuconych fraz i kwestii wygenerować absolutnie bezsensowny tekst, który dla robotów wyszukiwarek być całkiem apetycznym kąskiem. Może mało w tym kalorii, ale za to można sobie trochę poprzeżuwać.

My jesteśmy świadkami wojny. Wojny seomacherów z treścią. W 90% przypadków (nie poparte żadnymi badaniami – to moje osobiste, subiektywne i prywatne odczucie) nie ma znaczenia, co piszesz i co głosisz. Istotne jest to, żeby każdego dnia, tygodnia miesiąca mieć odpowiednio tysiąc, kilka tysięcy, setki tysięcy wejść z wyszukiwarek. One – te anonimowe przewalające się po Twoim serwisie tłumy – robią ruch, robią różnicę (nienawidzę tego zwrotu) i robią bajzel. To w walce o nich, mistrzowie fraz generują kolejne bezsensowne fora i blogi (oj kręcę bicz na samego siebie) które są jedynie zapleczem, są podstawą ich wirtualnego fachu. A kto na tym wszystkim traci?

Ja tracę. Pan traci. Pani traci. Społeczeństwo traci. Najtrudniejszym zadaniem internauty nie jest wiedzieć czego szuka, ale znaleźć to. Przy ilości chwastów, które zarastają nasz wirtualny świat, prawdopodobieństwo dotarcia do interesującego nas materiału jest odwrotnie proporcjonalne do popularności wyszukiwanej frazy. Znajdziemy wszystko dookoła interesującego nas tematu, ale nie to co jest nam w danym momencie potrzebne.

Panie, kto to panu posprząta?

Cóż, dzieją się cuda, burdel sprząta się sam. Prawie:) Dzięki serwisom spolecznościowym, dzięki facebookowi, twiterowi, diggowi, wykopowi i im podobnym, dzielimy się wartościowymi materiałami ze znajomymi. Na razie to wymiana ‚ciekawostek’. Wymiana materiałow, które uznajemy za wystarczająco ciekaw, aby się nimi z kumplami podzielić. Ale wiedza, to coś więcej, niż ciekawostki… I wydaje mi się, że ten kto zdoła wymyślić sposób na skuteczne przesianie informacji z tego morza śmieci, będzie nowym królem Internetu. Bo kto ma wiedzę, ten ma władzę.

Uf… kolejny zbyt długi wpis popełniony…