Pizza – smacznie, prosto i w domu
Lubię pizze. Dotychczas przepis był banalnie prosty. Mam ochotę, biorę telefon i zamawiam. Po jakichś 45 minutach dzwonek do drzwi ogłasza mi, że przepis znowu okazał się dobry. Ale ponieważ lubię sobie życie komplikować, zrobiłem tak... Potrzebowałem:
- Mąka - jakieś pół kilo. Dużo, owszem, ale i pizzy będzie trochę - tak mniej więcej na cztery mało/średnie.
- Drożdże - około 10g żywych (połowa tego, jeśli z proszku)
- Około 300 mililitrów ciepłej wody
- ćwierć szklanki mleka
- ćwierć szklanki oliwy z oliwek
- ser - w zasadzie dowolny, do zapieczenia
- łyżeczka soli,
- łyżeczka cukru pudru
- Trzeba pamiętać o tym, z czym pizzę lubimy, czyli składniki według Waszego uznania
- zioła
- Sos pomidorowy (można wykorzystać ten z przepisu na lasagne, jeśli ktoś nie pamięta - kilka cebul, kilka pomidorów, oliwa do smażenia, przecier pomidorowy, czosnek, pieprz, sól, - oliwa na patelnię, do oliwy wrzucamy pokrojoną cebulę, po chwili dodajemy czosnek, potem pomidory, potem przecier, potem pieprz, sól; zostawiamy, aż dojdzie [do siebie]; jak sprawdzić czy doszło? łyżeczką nabrać odrobinę i z tą odrobiną trafić do buzi; własnej).
Ciasto:
Drożdże rozdziabdziać (mało fachowe określenie - rozdrobnić placami) z dwiema łyżkami stołowymi ciepłej (letniej) wody. Do nich dolewamy wodę z cukrem pudrem, niech sobie drożdże podjedzą. Odstawiamy na chwilę.
Do miski (dużej) wsypujemy mąkę i sól - przemieszamy. Po odczekaniu chwili, dolewamy do mąki miksturę drożdżo-wodną. Ugniatamy aż uzyskamy ciasto. Dolewamy mleko, dolewamy oliwę, ugniatamy aż będziemy mieli w zasadzie gładkie ciasto, albo będziemy mieli w zasadzie dość. Jak będzie za rzadkie - dodajemy mąki. Ciasto należy z miski wyjąć, podsypać mąką, uformować, odstawić na 15 minut do ciepełka (myśl na dziś - drożdże są jak kobiety, lubią jak jest im ciepło i jak o nie dbamy pieszczotliwie do nich mówiąc i sprawdzając czy niczego im nie brak). Ciepełko to nie piekarnik. Ciepełko to temperatura około 20 stopni pod szmatką. I nie podglądać! Po 15 minutach dzielimy ciasto na równe, około 120 - 150 gramowe porcje. Robimy z nich kule, odkładamy na 30 minut do ciepełka i pod szmatkę aż urosną - tzn aż będą takie dwa razy większe niż są teraz. Ciasto gotowe.
Piekarnik rozgrzewamy na 240 stopni - czy coś koło tego. Ciasto rozgniatamy albo rozwałkowujemy na płasko - każdy kto widział kiedyś pizzę wie o co kaman. Smarujemy oliwą, zwłaszcza brzegi. Na spód dajemy sos, na sos dajemy to co lubimy na pizzy - ja akurat dałem trochę szynki, oliwek, pomidorów (ślinka cieknie, c'nie?). Nie obciążamy brzegów, wszystko co dobre jest w środku. Na wierzch kładziemy ser, posypujemy ziołami, parmezanem. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika na środkowy pułap na około 10 minut (chyba, że ktoś lubi węgielek). Wyjmujemy, kroimy, czekamy na zachwyty zgromadzonej publiczności.
Smacznego :) Dajcie znać, jak Wam poszło. Mi poszło tak:
Co zrobić z ciastem którego nie wykorzystamy tego samego dnia? Można podzielone już porcje wsadzić do lodówki, następnego dnia wyjąć, uformować kulę, odstawić żeby się ociepliło i dalej postępować dokładnie tak samo, jak w przepisie stoi.
